Spurs nie dają szans Hornets
Do nowego sezonu San Antonio Spurs przystąpili w pełni zdrowi. Taka sytuacja zadziwiła cały koszykarski świat, jednak nie trwała długo. W trzeciej kwarcie niegroźnej kontuzji doznał Tony Parker, który chwilę później opuścił parkiet. Nie przeszkodziło to jednak Ostrogom w łatwym zwycięstwie nad Hornets 113:96.
Podopieczni Gregga Popovicha już od pierwszej minuty spotkania zaczęli spokojnie "odjeżdżać" rywalom. O dziwo działo się tak pomimo lepszej skuteczności zawodników Szerszeni.
W całym meczu Paul i spółka oddali jednak mniej rzutów, a Spursi byli lepsi w każdym elemencie gry. Równie rozważnie co reszta grał ku zdziwieniu większości pozyskany przez San Antonio w drafcie DeJuan Blair.
Spędził on parkiecie 23 minuty i na swoim koncie zdążył zapisać 14 punktów i 11 zbiórek.
- To niesamowite. Wychodzi na parkiet center mający ok. 195 cm wzrostu i szybko notuje 11 zbiórek. To niesamowite - przyznał trener przegranych Byron Scott.
Słabo za to zagrał inny nowy gracz Spurs - Richard Jefferson, który sprawiał wrażenie zagubionego na parkiecie. Widocznie musi upłynąć jeszcze wiele czas, zanim ten klasowy trzeba przyznać zawodnik dostosuje się do taktyki swojego nowego zespołu.
Jefferson zapisał na swoim koncie zaledwie pięć punktów na marnej skuteczności, mimo że grał przez 24 minuty, czyli tyle samo co wspomniany wcześniej Blair.
W pojedynku debiutów - jak można już pomału określać to spotkanie - bardzo dobrze zagrał nowy zawodnik Hornets, Emeka Okafor. Przed spotkaniem było wiele wątpliwości dotyczących jego gry, bowiem nie zagrał on w ani jednym spotkaniu przedsezonowym. Nic mu to jednak nie przeszkadzało i dzisiejszej nocy zanotował 18 punktów i 10 zbiórek.
Co jednak z tego, skoro jego zespół poległ w ważnym spotkaniu i udowodnił, że walka o wysokie rozstawienie w Konferencji Wschodniej będzie bardzo ciężka.
- Chcielibyśmy mieć bilans 82-0, ale wiecie jak to jest - przyznał lider Szerszeni, Chris Paul.