Gortat: Orlando mnie nie sprzeda
Czasami śmieję się, gdy czytam w internecie różne plotki na temat, gdzie to ja nie odejdę. Prawda jest taka, że raczej zostanę w Orlando.
Po tym, jak kontuzji doznał Adonal Foyle, trener Van Gundy ma do dyspozycji dwóch centrów mogących grać na odpowiednim poziomie, Howarda i mnie. Dlatego nie ma mowy o wymianie - mówi Marcin Gortat w rozmowie z "Polska The Times".
Maciej Stolarczyk: Dziś w nocy polskiego czasu rozpoczynają się rozgrywki sezonu zasadniczego NBA. Która drużyna będzie rozdawała karty? Widzi Pan kandydatów do detronizacji Los Angeles Lakers? Marcin Gortat: Na pewno tak. Cleveland Cavaliers, Boston Celtics czy San Antonio Spurs dokonały wzmocnień. Lakersi zresztą też, ale to nie znaczy, że są poza zasięgiem. Każdy chce ugrać jak najwięcej, a możliwości zweryfikuje parkiet.
M.S.: Gdzie w tym układzie sił jest miejsce dla Orlando Magic? M.G.: Moim zdaniem bardzo wysoko. Co prawda w notowaniach ekspertów zajmujemy trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej, za Boston Celtics i Cleveland Cavaliers, ale rzeczywistość może być nieco inna. Te drużyny wzmocniły się pojedynczymi gwiazdami. My dokupiliśmy Vince'a Cartera, ale też wzmocniliśmy ławkę rezerwowych. To daje nam przewagę w porównaniu z rywalami. Indywidualnie Carter to także nasz duży atut. Na pewno wypełni lukę po Hedo Turkoglu. Dokładnie kogoś takiego było nam trzeba. Jestem pewien, że celem Orlando w sezonie zasadniczym będzie walka o pierwsze miejsca na Wschodzie.
M.S.: Dla Was sezon zacznie się w nocy ze środy na czwartek polskiego czasu. W Amway Arena podejmiecie Philadelphię 76ers. Z tą drużyną wiążą się miłe wspomnienia. W ostatnich play-offach zagrał Pan przeciw niej najlepszy mecz w NBA. Marzy się powtórka? M.G.: Powtórka to będzie, ale z siedzenia na ławce. Wiadomo, że wtedy zagrałem w pierwszej piątce, bo Dwight Howard był zawieszony. Modliłem się, żebym wytrzymał presję ciążącą na jego zastępcy i udało się. Zaliczyłem double-double, zebrałem sporo pochwał. Teraz wracam do roli zmiennika. Będę czekał, aż Howard uzbiera za dużo fauli albo się zmęczy i wtedy pojawię się na parkiecie. Oczywiście taka rola nie do końca mi odpowiada, ale nie mam zamiaru się skarżyć i naciskać na trenera, że chcę grać więcej. Takie personalne konflikty nie są nam potrzebne. Przede wszystkim liczy się dobro zespołu. Ja, jak zawsze, postaram się wypełniać moje zadania jak najlepiej.
M.S.: W przedsezonowym meczu z Houston Rockets, mimo że Howardowi nic nie dolegało, wyszedł Pan w pierwszej piątce i zebrał dobre oceny. M.G.: Oczywiście byłem szczęśliwy z tego powodu, ale był to tylko mecz treningowy. Nie oszukujmy się, jeśli taka sytuacja powtórzy się w trakcie sezonu, będę mocno zaskoczony.
Reszta wywiadu na stronach "Polska The Times"