Zabójczy Mays

Dodano: 24 października 2009 21:24
Zabójczy Mays
Paweł Łakomski, PLK
Obraz własny
Keddric Mays rzutem z ośmiu metrów, zapewnił w ostatnich sekundach zwycięstwo Zniczowi nad Polpharmą 68:65. Jarosławianie zadziwiają. Takiego meczu kibice w nadsańskim mieście jeszcze nie oglądali. Było tu wszystko. Emocje od pierwszej do ostatniej sekundy, zmieniające się prowadzenie i walka o każdą piłkę. Wreszcie zaskakująca końcówka i niesamowity rzut rodem z NBA.Bohaterem Znicza, a zarazem katem Polpharmy został filigranowy Keddric Mays. Rozgrywający jarosławskiej drużyny grał przez dwie kwarty bardzo przeciętnie. Dość powiedzieć, że po dwudziestu minutach miał na swoim koncie tylko 6 punktów. Jednak, to co zrobił po przerwie przeszło najśmielsze oczekiwania. Przy stanie 63:58 dla gości najpierw wykorzystał rzut wolny, a później dwa razy z łatwością minął rosłą defensywę rywali i wpakował piłkę do kosza. Kulminacyjnym punktem było jednak ostatnie 16 sekund. Mays długo klepał i trzymał na dystans Tony Weedena, a gdy na zegarze wybijała sekunda do końca trafił równo z syreną za trzy punkty i zakończył pojedynek. – Po raz drugi w karierze udało mi się rzucić równo z syreną, ale nigdy jeszcze z tak daleka. Bardzo się cieszę. Tym bardziej, że na taką akcję się przygotowywaliśmy. Czułem, że wyjdzie, chociaż wcześniej kilka razy piłka tańczyła na obręczy i wypadała. Zagraliśmy kolejny dobry mecz i to jest najważniejsze – podsumował tuż po spotkaniu. Polpharma miała swoją szansę, ale jej nie wykorzystała. Po stracie Johny Williamsona, który już w 6 minucie nabawił się urazu pachwiny, Znicz wydawał się być łatwym kąskiem. Tymczasem w drugiej kwarcie jarosławianie odjechali gościom już nawet na 10 punktów (51:42). Dobre zmiany dali wracający po kontuzji Dawid Witos oraz Artur Mikołajko, który skutecznie wyłączył niemalże nieomylnego w pierwszych dwudziestu minutach Patricka Okafora. – To był trudny pojedynek. Polpharma miała przewagę wzrostu, miała większe pole manewru na ławce, ale to my wygraliśmy. Niewątpliwie wielkie brawa należą się Keddrickowi. Przyznam szczerze, że nie pamiętam takiej końcówki – oceniał Mikołajko. Smutny był trener Milia Bogicevic. Jego zespół dogonił jarosławian, ale nie wytrzymał wojny nerwów. – Znicz pokazał charakter. Gratuluję. My fatalnie graliśmy w drugiej kwarcie. Pozwoliliśmy jarosławskiej drużynie wypracować przewagę. Później goniliśmy, ale w ostatnich fragmentach coś się popsuło, a gospodarzom dopisało szczęście – podkreślał. W zupełnie innym nastroju był za to Dariusz Szczubiał szkoleniowiec Znicza – Dziękuję moim chłopakom za walkę. Artur Mikołajko świetnie poradził sobie z Okaforem, to był niezwykle ważny element tego pojedynku. Natomiast Keddrick, cóż końcówka należała do niego – mówił.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp