Sportino nie zatopiło Kotwicy
Początek spotkania należał do zespołu gospodarzy. Zawodnicy trenera Blechacza starali się zaskoczyć Sportino dobrą grą w obronie i z początku przynosiło to efekt. Po dłuższej chwili niewiele zaczął sobie jednak z tego robić Theodore Scott, który już po pierwszych dziesięciu minutach miał na swoim koncie 13 punktów. Dobra gra Omni Smith’a i Darrella Harris’a pozwoliła jednak Kotwicy pozostać w grze. Po 10 minutach było 29: 27 dla kołobrzeżan.
Po niezbyt udanej pierwszej kwarcie obraz gry w wykonaniu Sportino się nie zmienił. Kotwica nadal wykorzystywała nadarzające się okazje, a goście nie mogli złapać swojego rytmu gry. Dodatkowo gospodarze byli świetnie dysponowani w rzutach z dystansu. Do przerwy siedem takich rzutów znalazło drogę do kosza, a brylował w tym elemencie gry przede wszystkim Harris, który trafił trzy trójek w całym meczu.
Po zmianie stron zdobywcy Pucharu Polski ruszyli do szturmu i wydawało się, że właśnie w tym momencie będą chcieli rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść. Po akcjach głównie Smith’a, który świetnie dogrywał do kolegów z drużyny (8 asyst) przewaga sopocian wzrosła do 12 punktów. Gdy wydawało się, że Kotwica szykuje się do zadania decydującego ciosu, goście po ustawieniu obrony strefowej przeprowadzili kilka składnych akcji, które wykańczali głównie Rafał Bigus i Sani Ibrahim. Trener Blechacz widząc nieporadność swoich zawodników wykonał kilka zmian, w których najlepiej odnalazł się Dawid Bręk. Młody rozgrywający w końcówce kwart zdobył cztery punkty, które pozwoliły kołobrzeżanom na utrzymanie korzystnego wyniku (67:62).
- Był to dla nas bardzo ważny, bo pierwszy mecz na naszym boisku. Chcieliśmy bardzo wygrać, bo w Poznaniu byliśmy bardzo bliscy zwycięstwa. Tam się nieudało. Teraz byliśmy przygotowani na obronę strefową, którą zespól Sportino nam postawił. Mieliśmy wiele dogodnych pozycji do rzutu. Niestety nie udawało się trafić, ale końcówka należała do nas. Mecz może nie był zbyt piękny, ale był to mecz walki - powiedział po spotkaniu zadowolony trener Paweł Blechacz.
Niewiele zmieniło się w ostatniej cześci spotkania. Momentami dobra gra Anthony Andersona’a i Macieja Raczyńskiego pozwoliła gościom nieco zmniejszyć straty, ale te wciąż wynosiły kilka punktów. Kotwica bardzo dobrze zbierała na atakowanej tablicy, ale nie potrafiła tej przewagi wykorzystać i zamienić na punkty. W końcówce na parkiecie znów pojawił się Bartosz Diduszko, który nie tylko rzucał punkty, ale także wyśmienicie pilnował najlepszego strzelca Sportino – Thed’a Scott’a dając pierwsze zwycięstwo Kotwicy przed własną publicznością. – Mecz był obrzydliwy i ohydny. Graliśmy bardzo słabo – w skrócie podsumował trener Sportino Mariusz Karol. Trener zapytany, co najpierw należałoby zmienić w grze zespołu odpowiedział szybko – Obojętnie co, ale tak na pewno nie można grać.
Kotwica Kołobrzeg – Sportino Inowrocław 85:76 (29:27, 25:20, 15:15, 16:14)