Trefl wygrywa na inaugurację PLK

Dodano: 8 października 2009 22:48
Trefl wygrywa na inaugurację PLK
Paweł Łakomski, PLK
MediaWiki
Trefl Sopot pokonał Energę Czarnych Słupsk 59:54 w meczu inaugurującym rozgrywki Polskiej Ligi Koszykówki w sezonie 2009/10. Po raz pierwszy sopoccy kibice mieli okazję zobaczyć swoją nową drużynę na żywo. Zainteresowanie spotkaniem było tak duże, że pod kasą biletową jeszcze w czasie pierwszej kwarty kibice czekali w kolejce. Organizatorzy przygotowali wiele niespodzianek. Były darmowe koszulki z napisem Trefl Sopot, nowe cheerliderki oraz zespół taneczny. W przerwie można było podziewać trofea zdobyte przez sopocki zespół w ostatnich latach, a na hali zawisły sztandary upamiętniające mistrzostwa Polski zdobyte przez Prokom Trefl.Najważniejszym wydarzeniem pozostawał jednak inauguracyjny mecz z Energą Czarnymi. Pierwsze punkty w nowym sezonie zdobył Dawid Przybyszewski. Goście na początku grali znacznie pewniej i wykorzystywali błędy Cliffa Hawkinsa. W rezultacie szybko objęli prowadzenie 8:2, a trener Muiznieks musiał prosić o czas. Fatalnie spisującego się rozgrywającego Trefla zmienił Iwo Kitzinger i gra sopocian od razu zaczęła wyglądać znacznie lepiej. Rzucający gospodarzy nie tylko zdobywał punkty, ale także dobrze radził sobie z rozgrywaniem piłki. Ostatecznie po 10 minutach na tablicy był remis 13:13. W drugiej kwarcie sopocianie zaczęli trafiać z dystansu. Dwa trafienia Pawła Malesy wyprowadziły gospodarzy na prowadzenie 23:19. Wydawało się, że Trefl złapał odpowiedni rytm i odskoczy na bezpieczną przewagę, ale podobnie jak w sparingach przedsezonowych popełniał zbyt dużo przewinień dając słupszczanom szansę na łatwe punkty. Zespół trenera Miglinieksa słabo rzucał jednak tego dnia wolne. Dodatkowo po trzecim przewinieniu złapali Chris Daniels i Wojciech Żurawski, co ograniczyło możliwości rotacji przyjezdnym, a ułatwiło zadanie Kuzminskasowi, który do przerwy zdobył 10 punktów. Sopocianie po 20 minutach prowadzili 30:26. Po zmianie stron goście długo nie mogli się wstrzelić do kosza. Przez prawie sześć minut pudłowali zarówno z gry jak i z linii rzutów wolnych. Wyjątkiem był jedynie Cesnauskis, który utrzymywał zespół w grze. Sam jednak nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych koszykarzy Trefla. Po trafieniach za trzy punkty Kinnarda i Kitzingera było już 42:31i wydawało się, że sopocianie szybko rozstrzygną ten mecz. W końcówce kwarty Żurawski i Joyce zdobyli jednak punkty, które pozwoliły im zmniejszyć straty do sześciu punktów. Po trzeciej kwarcie na tablicy widniał wynik 47:41. Ostatnia część rozpoczęła się od trafienia z dystansu Marcina Sroki. Trefl wykorzystał jednak dwa błędy w defensywie Czarnych i prowadził już 53:46. Harris szybko odpowiedział trafieniem z dystansu, ale skuteczny był także Stefański, który odpowiedział takim samym rzutem. Sopocianie utrzymywali przewagę sześciu punktów do końcówki kwarty. W ostatnich dwóch minutach nie trafili trzech akcji pod rząd spod samego kosza, a goście zbliżyli się na trzy punkty, po fatalnym błędzie na zbiórce na 45 sekund przed końcem spotkania. Zespół trenera Miglinieksa mógł nawet doprowadzić do dogrywki, ale Harris nie trafił rzutu z czystej pozycji. Ostatecznie to sopocianie mogli cieszyć się ze zwycięstwa 59:54. - Wiedzieliśmy, że Energa Czarni to mocny zespół, że mają bardzo dobry sztab szkoleniowy, ale mieliśmy bardzo dobry plan na ten mecz i dlatego wygraliśmy – podsumował spotkanie szkoleniowiec Trefla. - Chciałbym bardzo podziękować kibicom za doping. Bardzo nam dzisiaj pomogli – dodał trener Muiznieks. Przed zespołem z Sopotu jeszcze jednak dużo pracy. Niepokoi postawa pierwszego rozgrywającego, Cliffa Hawkinsa. W czwartkowym meczu zdobył zaledwie 3 punkty na słabej skuteczności, a także miał aż pięć strat. - Mimo wszystko jestem zadowolony z jego występu. Grał bardzo twardo, pomógł nam dzisiaj na tablicach, gdzie zaliczył 9 zbiórek – mówił trener Trefla. Od rozgrywającego oczekuje się jednak przede wszystkim asyst i rozgrywania piłki, a w tym dzisiaj był od niego lepszy chociażby Iwo Kitzinger, który rozgrywającym jest raczej z przymusu. Kibiców powinna cieszyć za to postawa Sauliusa Kuzminskasa, który w swoim debiucie w PLK zaliczył 18 punktów i 6 zbiórek. Dobre spotkanie rozegrał także Marcin Stefański (9 pkt 7 zb), chociaż w końcówce był nieskuteczny. To jednak może być za mało w kolejnych meczach, w których sopocianie zmierzą się kolejno z Anwilem, Turowem i Asseco Prokomem. W zespole Energi Czarnych najlepszym graczem był Mantas Cesnauskis, który zdobył 15 punktów. Sprowadzeni w ostatnim czasie Amerykanie byli w sumie o dwa punkty lepsi – Brakuje nam jeszcze zgrania. Daniels i Harris zagrali dzisiaj odpowiednio 26 i 19 minut. Musiałem ich trzymać na parkiecie, gdyż dobrze grali w defensywie, ale w ataku wciąż nie rozumieją się z kolegami tak jak powinni – mówił po spotkaniu trener Miglinieks.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp