Francja pojedzie do Bydgoszczy
Łotwa przegrała swoje drugie spotkanie na EuroBaskecie, ulegając tym razem reprezentacji Francji 51:60. Nawet zwycięstwo w ostatnim meczu nad Niemcami nie musi dać Łotyszom awansu do kolejnej rundy mistrzostw.
Obie ekipy zaprezentowały fatalną skuteczność w pierwszej kwarcie. Powoli na bohatera wyrastał Ali Traore, który świetnie wykorzystywał podania od swoich kolegów pod koszem. Zdobył aż 9 z 13 punktów zdobytych w inaugurującej części spotkania przez swoją drużynę.
Łotwa trafiła wtedy tylko trzy rzuty z gry na czternaście prób. Nie wynikało to jednak z wyjątkowej obrony Francji, a ze słabszej dyspozycji strzelców m.in. Janicenoksa. Nawet gra na „dwie wieże” u Łotyszy nie zdawała rezultatu.Przez pierwsze 4 minuty drugiej części spotkania sytuacja się nie zmieniała. Żadna ze stron w tym czasie nie potrafiła zdobyć punktu! Na parkiecie panował chaos, a trener Collet próbował zmieniać grę przez zmianę rozgrywającego, ale ani Parker, ani De Colo czy Jeanneau nie mogli uspokoić gry. Gubił się Turiaf, będąc w wyraźnie słabszej dyspozycji niż dzień wcześniej. Sygnał do ataku dał Kambala, zdobywając w drugiej kwarcie 8 punktów i wyprowadzając Łotyszy na prowadzenie.Obydwie ekipy przez całą pierwszą połowę nie oddały ani jednego celnego rzutu zza linii 6,25 m. O dezorganizacji i braku skupienia świadczy także wynik pokazywany w tym czasie na tablicach – 21:16. Traore już w drugiej minucie 3 kwarty popełnił 4 faul i trener Collet musiał wpuścić z powrotem na boisko Turiafa. W międzyczasie rozbudził się w drużynie Kemzury Janicenoks zdobywając w krótkim czasie 8 punktów dla swojej drużyny, co dawało sześciopunktową przewagę Łotwie. W końcówce trzeciej kwarty dobrze zza łuku zaczęli trafiać Francuzi i po czterech trójkach autorstwa Diawa i De Colo to „trójkolorowi” wyszli na prowadzenie 41:37. Obrońcy Łotwy zostawiali Francuzów na czystych pozycjach, a ci doskonale wykorzystywali tę sytuację.Ostatnie dziesięć minut to bitwa kosz za kosz o zwycięstwo. Na początku brylowali Blums i Batum, punkty dorzucał także Tony Parker. Łotysze mało grali przez swoich środkowych, Kambale i Biedrinsa, skupiając się bardziej, podobnie jak Francuzi, na ataku graczami obwodowymi.
- Wczoraj przegraliśmy z Rosją, ale dziś wróciliśmy do gry i walczyliśmy. Popełniliśmy jednak zbyt wiele błędów w obronie głównie w drugiej połowie. Ale pomimo to jestem dumny z moich zawodników. Myślę, że Francja to pretendent do medalu tych mistrzostw, bo w tym zespole jest naprawdę wielu świetnych zawodników. Chciałbym bardzo podziękować naszym kibicom, bo tu w Gdańsku czuliśmy się jak w Rydze. Jutro postaramy się dla nich pokonać Niemców – deklarował po meczu Kestutis Kemezura, trener drużyny łotewskiej. - Popełniliśmy zbyt wiele błędów w obronie w trzeciej kwarcie. Teraz jesteśmy pod wielką presją, ale jesteśmy gotowi na kolejny mecz. Jutrzejsze spotkanie przeciw Niemcom będzie dla nas najważniejsze. I postaramy się zwyciężyć – dodał Kristaps Janicenoks, reprezentant Łotwy. - Dzisiejszy mecz był meczem walki, a my zrobiliśmy świetną robotę w ataku. Swój dzień miał De Colo, który rzucił za trzy punkty w bardzo ważnych momentach oraz oczywiście Tony Parker pomógł nam wygrać - podsumował Vincent Collet, trener Francji. - Podczas spotkania byliśmy bardzo agresywni I skupieni na obronie. Dobrze rzucaliśmy, ale to był dla nas trudny mecz, bo czuliśmy presję, że musimy go wygrać. Presje od kibiców, ale i od nas samych. To nam dziś pomogło i mam nadzieję, że pomoże jutro – dodał Nicolas Batum, reprezentant Francji.
Łotwa - Francja 51:60 (8:13, 13:3, 16:25, 14:19)Łotwa: Kaspars Kambala 18, Kristaps Janicenoks 12, Janis Blums 7, Andris Biedrins 6, Armands Skele 4, Kristaps Valters 3, Arturs Stalbers 1, Uvis Helmanis 0, Aigars Vitols 0, Ernests Kalve 0.Francja: Tony Parker 23, Ali Traore 12, Nando de Colo 9, Nicolas Batum 7, Boris Diaw 6, Florent Pietrus 2, Yannick Bokolo 1, Alain Koffi 0, Aymeric Jeanneau 0, Antoine Diot 0, Ronny Turiaf 0.