Po nieprawdopodobnym widowisku Polska zdeklasowała Litwę!

Dodano: 8 września 2009 20:01
Po nieprawdopodobnym widowisku Polska zdeklasowała Litwę!
Dawid Rudolf, Informacja własna
WikiMedia

W grupowym meczu z Litwą reprezentacja Polski zagrała niemalże perfekcynie. Podopiecznie Muliego Katzurina robili na parkiecie dosłownie wszystko. Agreywnie bronili, zbierali, blokowali rzuty rywali, a co najważniejsze rzucili od nich 11. punktów więcej, Po nieprawdopodobnym widowisku Polska pokonała Litwę 86:75 .Początek pierwszej kwarty w wykonaniu biało-czerwonych był wprost fenomenalny. Agresywna obrona od początku spotkania zaskutkowała - po punktach Michała Ignerskiego - szybkim objęciem prowadzenia, 7:0. 

Nasi nadal nie odpuszczali i przy niezwykłym dopingu wrocławskich fanów wygrywaliśmy po chwili już 14:2. Nie dość, że graliśmy w ataku na fantastycznej skuteczności to na dodatek nie dopuszczaliśmy rywali do łatwych pozycji. Wydawać by się ,że było to aż zbyt fantastyczne, aby mogło być prawdziwe. Po chwili chwila dekoncentracji zarówno w ataku jak i w obronie zaskutkowała runem Litwinów 14:2 i biało-czerwoni przegrywali po raz pierwszy w meczu 22:23. Chwilę później Krzysztof Szubarga trafił za trzy i po pierwszej połowie to gospodarze EuroBasketu prowadzili.Na nasze szczęście w drugiej "ćwiartce" spotkania obyło się bez takich sytuacji i to Polska była zespołem lepszym. Co prawda obie drużyny ostro broniły na całym parkiecie. W barwach Polski bardzo dobrze czuł się w takiej sytuacji Krzysztof Roszyk, który chwilę wcześniej zmienił Ignerskiego i skutecznie eliminował rywali w ataku. Jak się okazało wszyscy nasi zawodnicy wychodzili na plus na tle Litwinów w takich warunkach gry. Po efektownym alley-oopie duetu Logan-Gortat nasi prowadzili 34:27. W tym momencie w hali Stulecia nagle zgasło światło i zapanowały egipskie ciemności.

Podopiecznym Muliego Katzurina to jednak nie przeszkodziło i lider naszej reprezentacji - Marcin Gortat ustalił wynik pierwszej połowy na 42:32. Swój udział w prowadzeniu mieli również kibice. To w dużej mierze dzięki nim Litwini trafili zaledwie jeden z ośmiu rzutów wolnych.Center Orlando Magic w 22. minucie miał już na swoim koncie double-double. Niestety chwilę później złapał trzecie przewinienie osobiste. Trener Katzurin nie zmieniał natomiast Butautas dwoił się i troił. Na darmo. Biało-czerwoni nadal utrzymywali przewagę - po punktach Roszyka 52:40. Jednak nie wszystko było idealne. Nasi reprezentanci mieli duże problemy z faulami. Pod koniec trzeciej kwarty do Gortata z trzema faulami dołączył Logan, a swoje czwarte przewinienie złapał Łukasz Koszarek. Przed decydującą częścią spotkania nie miało to jednak dużego wpływu na wynik. Darjus Lavrinovic celnym osoistym ustalił rezultat po trzech "ćwiartkach" na 60:50 dla Polski.W 33. minucie do ekstazy trzema celnymi trójkami z rzędu doprowadził kibiców Michał Ignerski, który przez trzy kwarty był praktycznie niewidoczny w ataku. W defensywie pod koszami nie do powtrzymania był duet Gortat-Lampe. W czwartej odsłonie spotkania bezpieczną przewagę utrzymywaliśmy głównie dzięki kapitalnym kontratakom. Kibicom w hali Stulecia na cztery minuty przed końcem meczu na chwilę zadrżały serca. Polacy mieli problemy w ataku, nie mogli nawet wyprowadzić piłki z własnej połowy. Przez chwilę mogło się wydawać, że Litwini to wykorzystają. Po trójce Maciulisa goście doszli nas na osiem punktów (79:71). Do końca było już jednak bardzo mało czasu, chwilę później na nasze szczęście David Logan popisał się efektownym wsadem i powoli stawało się jasne, że spotkanie padnie łupem Polaków. Litwini nie trafili w następnej akcji i zwycięstwo stało się faketm. Polska pokonała jedną z najlepszych drużyn starego kontynentu, 86:75 .

W statystykach nasi również wypadli bardzo okazale. Marcin Gortat zapisał na swoim koncie 15 punktów i 17 zbiórek. Double-double miał również Maciej Lampe, który zdobył 22 punkty i 10 razy zebrał piłki na tablicach. Najwięcej asyst w zespole miał Krzysztof Szubarga - osiem, oprócz tego 12 punktów. W zespole przegranych najwięcej punktów, bo 21 zdobył Simas Jasaitis.

 

 

 

 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp