Serbia nie dała rady Słowenii
Dodano: 8 września 2009 20:00
Autor: Paweł Łakomski, PZKosz
Zdjęcie: WikiMedia
Reprezentację Serbii najwyraźniej dużo zdrowia i energii kosztował zwycięski mecz przeciwko Hiszpanii na inaugurację turnieju, bowiem rywalizując ze Słowenią była tylko tłem siebie z poniedziałkowego spotkania. Słoweńcy grali za to koszykówkę skuteczną w ataku i agresywną w obronie, co przełożyło się na zwycięstwo 80:69. Bardzo dobre zawody rozegrał skrzydłowy słoweńskiej kadry, Bostjan Nachbar. Koszykarz Efesu Pilsen Stambuł trafiał z bardzo dobrą skutecznością (7/9 z gry), co dało mu 17 punktów, a także zapisał na swoim koncie dziewięć zbiórek i dwie asysty. Wtórował mu także Goran Dragić, autor 16 punktów.Po stronie Serbii rozczarował przede wszystkim Nenad Krstić. Bohater meczu przeciwko Hiszpanii prezentował się bardzo, trafiając tylko jeden z pięciu wykonywanych rzutów z gry. Cała reprezentacja Serbii grała na koszmarnej skuteczności. Po trzech kwartach mieli 17 celnych na 49 wykonywanych rzutów. Słowenia rozpoczęła to spotkanie od mocnego uderzenia. W nieco ponad dwie minuty zawodnicy tego zespołu trafili trzy razy z dystansu (dwa razy Laković i raz Nachbar), a do tego skuteczny pod koszem był Erazem Lorbek i było 13:3 dla drużyny trenera Jure Zdovca. Serbowie otrząsnęli się jednak z początkowego marazmu i zaczęli odrabiać straty. Przede wszystkim poprawili swoją skuteczność, która w początkowych fazach meczu była ich bolączką. Po celnych rzutach podkoszowych serbskiego zespołu było tylko 18:15 dla Słowenii. Dla Słoweńców był to jednak jedyny słabszy moment w tym meczu. Wraz z rozpoczęciem drugiej kwarty ponownie zaczęli budować swoją przewagę. Zacieśnili obronę i po tym jak Goran Dragić zdobył osiem punktów w tym fragmencie meczu prowadzili już 33:19. Serbowie natomiast odczuwali brak Nenada Krsticia, który z dwoma faulami siedział na ławce, a gdy przebywał na boisku grał po prostu słabo. Nieoceniony dla Jure Zdovca był także Bostjan Nachbar. Skrzydłowy słoweńskiej kadry nie miał problemów z umieszczaniem piłki w koszu i w samej tylko pierwszej połowie rzucił 10 punktów, trafiając cztery z pięciu wykonywanych rzutów. Po przerwie Słoweńcy wyszli na parkiet niezwykle zmotywowani. Wespół z dobrą obroną, szła także dobra skuteczność, co dało im prowadzanie 47:30 w 23 minucie meczu, a później 56:38 na trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty. To było już zdecydowanie za wiele, dla słaniających się po parkiecie Serbów, którzy tego meczu nie zaliczą do udanych. W czwartej kwarcie próbowali gonić, jednak bez żadnych efektów.