Marcin Gortat udzielił wywiadu koszykowka.net

Dodano: 23 lipca 2009 19:45
Marcin Gortat udzielił wywiadu koszykowka.net
Michał Fast, Informacja własna
Obraz własny

Po tegorocznym "Marcin Gortat Camp" we Wrocławiu, nasz jedynak w NBA znalazł czas aby udzielić wywiadu dla dziennikarzy z naszego portalu. Mówił o grze w reprezentacji i w najlepszej lidze świata, o reaktywacji Śląska Wrocław oraz komentował swoją, zorganizowaną na wzór tych z NBA, kampanię promowania koszykówki wśród dzieci.

Dziennikarz: Jak oceniasz szanse naszej drużyny w mistrzostwach europy. Czy z takim składem jest realny jakiś sukces z takimi przeciwnikami?Marcin Gortat: Oczywiście, że tak myślę, że przede wszystkim przy naszych salach i kibicach, takich jak we Wrocławiu wszystko możemy osiągnąć. Reprezentacja wygląda w tym momencie bardzo dobrze mamy dużo dobrych zawodników, którzy grają na wysokim poziomie. Jest Maciej Lampe, Michał Ignerski. Jest także Szymon Szewczyk, który stara się dostać do NBA, mamy zawodnika amerykańskiego, który dostał paszport, mamy dobrych rozgrywających między innymi Łukasza Koszarka, który jest bardzo dobrym zawodnikiem. To wszystko w połączeniu z młodymi koszykarzami daje szanse na odniesienie sukcesu. Ja oczywiście nie pozwolę żeby ktoś zdobywał łatwe punkty pod naszym koszem, będę się starał dominować pod koszem i zrobię wszystko żebyśmy odnieśli zwycięstwo.

Dz: Jest tu z nami Maciek Zieliński ikona wrocławskiej koszykówki. Sam Wrocław to niepodważalne centrum polskiej koszykówki potem jest długo długo nic. Niestety ostatnio nie. Czy sądzisz, że jest szansa na reaktywację?M.G.: Musi być reaktywacja z tego względu, że, mimo iż tej drużyny nie ma przez rok to drużyna Śląska nadal istnieje, istnieje w pamięci wielu osób, co więcej mogę powiedzieć, że istnieje w pamięci wielu osób ze Stanów. Mamy trenerów, którzy przyjeżdżali do Wrocławia na mecze, przywozili zawodników i dalej się pytają czy drużyna z Wrocławia zdobywa mistrzostwa Polski. Ja mowie, że jest obecnie inna drużyna a Wrocław ma obecnie małe problemy, ale stara się wyjść na prostą. Oni nie wiedzą, że drużyna tutaj przestała istnieć. Myślę, że to jest, może nie tyle,  nie nazwałbym tego skandalem, aczkolwiek takiej drużyny nie powinno się po prostu niszczyć i rozwiązywać, żeby nawet drużyna miała zakończyć sezon bez jednego zwycięstwa powinna być w lidze. Śląsk jest drużyną potężną nie muszę chyba wymieniać nazwisk takich, jakie powstały w tej drużynie jest tu mnóstwo mistrzostw Polski młodszych roczników i tak naprawdę przede wszytskim kibiców, którzy zasługują na taką drużynę. Ja zrobię tak jak powiedziałem wcześniej wszystko, aby przywrócić koszykówkę, oczywiście mogę także wesprzeć, jeżeli będzie potrzeba porozmawiania z poszczególnymi osobami.

Dz: Powiedz mi jak to jest być sławnym i pozostać normalnym. Takim swoim człowiekiem?M.G.: Nie wiem czy jestem sławny, Jeszcze mogę w miarę wyjść z domu przebiec się do kiosku kupić gazetę i wrócić. Obawiam się, że może się to zmienić ze względu na najbliższe lata. Myślę, że po prostu muszę odpłacić tutaj społeczeństwu i innym dzieciakom za to, że, pomagają oglądają moje mecze, dopingują nasz zespół, że pojawili się dzisiaj dużym gronem na naszych kampach. Oczywiście ogromne podziękowania dla telewizji dla mediów, które tak naprawdę kreują nie tylko moje nazwisko, ale kreują image taki wizerunek polskiej kadry i polskiego kosza tak naprawdę każdy z Was ma szansę podnieść polską koszykówkę i pisząc i mówiąc o tym dokładacie kolejne grosze do tego żeby podnieść polską koszykówkę.

Dz: Wracając do spraw kadry. Czy twoim zdaniem ta kadra jest lepsza niż ta z obecnym tu Maćkiem Zielińskim?M.G.: To jest dobre pytanie, gdybyśmy byli na osobności to bym powiedział tu kilka słów. Oczywiście nie boję się Maćka (śmiech) oglądałem go jeszcze za czasów, kiedy grałem w piłkę nożną i do dziś pamiętam rzuty lewą rączką za trzy za trójeczki. Mnóstwo historii oczywiście czytałem o tej reprezentacji. Wyniki to potwierdzą my dzisiaj możemy mieć dziesięciu zawodników w NBA a oni mieli po prostu zawodników grających na wysokim poziomie w Europie, w Eurolidze i to wystarczyło żeby osiągnąć sukces. Na dzień dzisiejszy ja jestem jedynym zawodnikiem w NBA, ale może być tak, że będzie tak jak powiedziałem dziesięciu zawodników NBA a sukcesu nie będzie, bo się nie zgramy. Oni byli niesamowitą ekipą. Do dziś utrzymują ze sobą kontakt, przynajmniej większość z nich. Z Kordianem Korytkiem rozmawiałem wielokrotnie z Piotrem Szybylskim też i oni wszyscy są w kontakcie. Rozmawiają, co, u kogo słychać i to pokazuje tak naprawdę jak byli zgrani a to zgranie dało im ten rezultat. Szczerze przyznam, że ja nie mam aż tak dobrego kontaktu ze wszystkimi zawodnikami w kadrze, mimo, że mam do nich numery jest to w pewien sposób utrudnione. Myślę, że jeszcze jest dużo przed nami to nie jest tak, że to jest ostatni rok, kiedy będziemy grali razem, ta kadra będzie jeszcze rosła i miejmy nadzieję, że doczekamy momentu, kiedy przeskoczymy starszych kolegów weteranów i zrobimy większy wynik z tego względu, że tak jak powiedziałem trenuję i gram, na co dzień i staram się to robić żeby być zapamiętanym. 

Dz: A tak już bardziej poważenie, kogo się obawiacie przyjeżdżają w końcu najlepsi w Europie a mówisz, że się nikogo nie boisz? Faworyci oprócz Polski tak zadam pytanie.M.G.: Grałem przeciwko Los Angeles Lakers w finale i w Mistrzostwach Europy nie ma się, czego bać. Przyjedzie Hiszpania, czy ktokolwiek inny mecz trzeba wygrać nawet jednym punktem, ale wygrać. Trzeba wygrać wszystkie mecze żeby osiągnąć jakiś medal jakieś miejsce. I to nie jest tak, że możemy przegrać trzy a potem zaczniemy wygrywać. Trzeba zbudować pewne nawyki wygrywania, do każdego meczu podchodzić w stu procentach skoncentrowanym, robić swoje. A jeżeli komuś się to nie podoba to nawet niech nie wychodzi z szatni.

Dz: W 2004 roku grałeś tutaj w pucharach przeciwko drużynie Izraela. Wszyscy mówią, że to drużyna słabeuszy, ty już masz kontakt, masz spojrzenie. Jak byś ocenił na przykład taki egzotyczny zespół?M.G.: To jest pierwszy zespół, na jaki poluję nawet dzisiaj. Od momentu, kiedy gram w kadrze, co rok przegrywam z nimi, mam ich dosyć i mam zamiar z nimi wygrać. Mogę przegrać nie wiem z Mołdawią Finlandią, Szwecją lub jakąś inną ekipą z "ligi B", ale nie mam zamiaru przegrać z Izraelem.

Dz: Co pomyślałeś, kiedy Orlando wyrównało ofertę Dallas. O cholera zatrzymali mnie znowu?M.G.: Nie, tak nie pomyślałem. Pomyślałem o cholera będę grał pięć lat w NBA znowu. Tak pomyślałem. Oczywiście pojawiło się dosyć dużo, przez ostatnie 24 godziny, że jestem bardzo zawiedziony, mój agent powiedział, że jestem bardzo zawiedziony i że jestem zły, ale jest to nie prawda. Na dzień dzisiejszy jestem zawodnikiem NBA i z tego się cieszę. Na świecie mamy 55 milionów koszykarzy, którzy próbują dostać się do NBA i którzy grają w i innych ligach. W NBA jest 430-450 zawodników ja jestem jednym z nich. Jest to i dla mnie ogromne wyróżnienie i żebym grał w najgorszej drużynie z najgorszym bilansem w NBA to i tak będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Już nie chodzi tu o pieniądze, ale o sam fakt, że tworzę historię i że pozostanę w tej lidze przez dłuższy okres czasu. Oczywiście nie zaprzeczam, że była większa szansa rozwoju, która przemknęła mi tutaj przed nosem, ale takie jest życie. Orlando mieli do tego prawo oni mnie wychowali dali mi wszystko, czego potrzebowałem, żeby wspiąć się na samą górę i mają prawo żeby mnie zachować a ja zrobię wszystko żeby im za to wszystko się odpłacić, wygrać parę meczy i miejmy nadzieję wygrać pierścień. To jest dla mnie głównym celem na dzisiaj.

Dz: Czyli NBA ponad wszystko. Nawet jakby podobna oferta finansowa przyszła z jakiegoś super klubu z Europy?M.G.: Nie ma możliwości żeby się tak oferta pojawiła. Mamy kryzys ekonomiczny.

Dz: A nie boisz się, ze możesz zostać oddany do słabszego zespołu NBA, gdzie będziesz grał więcej, ale o nic?M.G.: Myślałem na ten temat, ale wiesz są pewne gole do spełnienia. Być zawodnikiem NBA i być powiedzmy siódmym czy ósmym zawodnikiem w zespole a czasami grać w pierwszej piątce. Albo być w zespole gdzie na wszystkich plakatach na hali będzie zdjęcie Marcina Gortata, bo on jest liderem zespołu w jakieś słabszej drużynie. Ja dopuszczam takie myśli. Jeżeli pójdę do zespołu, który ma najsłabszy bilans i w którym dzisiaj nie ma mowy o playoff to ja zrobię wszystko żeby przynajmniej do tej pierwszej rundy się dostać i wystartować. Zrobię wszystko żeby pomóc zespołowi i jakiś cel osiągnąć. 

Dz: Klika tygodni temu powiedziałeś w wywiadzie, że jeżeli zostaniesz w Orlando to będzie dla Ciebie krok wstecz. M.G.: Nigdy tak nie powiedziałem. Powiedziałem, że nie będzie to tak duży krok do przodu, jaki może być w Dallas albo innej ekipie. Gra w NBA nigdy nie jest krokiem wstecz, szczególnie gra, bycie na boisku nawet, jeśli są to tylko dwie minuty na mecz. Nie zapominajmy, że grywam przeciwko najlepszemu centrowi na świecie (Dwight Howard). 20% sukcesu mojego to jest dzięki niemu.

Dz: Czyli najważniejsze jest dla Ciebie gra nieważne, w jakim wymiarze czasowym?M.G.: No oczywiście, że czym więcej gram tym lepiej, ale tak najważniejsza jest gra.

Dz: A chciałbyś w grudniu gdzieś odejść, jeżeli będzie taka możliwość?M.G.: Bez komentarza...

Dz: Czy utrzymujesz kontakty z generalnym menadżerem rakiet?M.G.: Chyba mam z nim kontakt. Z tego względu, że przyniósł mi telefon i on dalej jest włączony. Mam do niego telefon osobisty i do wszystkich działaczy z Houston Rockets i nie wiem, co z tego wyjdzie. Telefon jak powiedziałem działa, sprawdzałem przedwczoraj. Ale oprócz tej rozmowy, kiedy pojawił się u mnie w domu w nocy nie rozmawiałem z nim.

Dz: Pytam o to, dlatego, że powiedział on ostatnio, że na rynku nie ma już żadnego klasowego centra i że teraz, jeżeli Rakiety chcą się wzmocnić będą musiały przeprowadzić wymianę a jeden z naszych najbardziej chcianych graczy został właśnie zakontraktowany. Czy myślisz, że to właśnie o Ciebie chodziło?M.G.: Myślę, że mógł mówić o mnie. W szczególności, że pojawił się u mnie dwie minuty po północy, kiedy już leżałem w łóżku i wiem, że Houston bardzo naciskało żebym pojawił się w ich zespole. Miałem telefony od Batie i Scoli, rozmawiałem także z Mutombo i wszyscy chcieli żebym grał w Houston. Kiedy nadejdzie grudzień oni wiedzą, co muszą zrobić żeby mnie pozyskać. A jak się potoczą sprawy - zobaczymy.

Dz: Wracają do kadry. Co osądzisz o naturalizacji Logana, który ma nam pomóc podczas nadchodzących mistrzostw?M.G.: Ma nam pomóc a co się stanie jak nie pomoże? To kontrowersyjny temat. Są pewne osoby odpowiedzialne za prowadzenie kadry i za prowadzenie Związku. Jeżeli oni uważają, że potrzebne są wzmocnienia to do nich to należy. My robimy swoje. Gramy w koszykówkę i staramy się polepszać z roku na rok, żeby grać lepiej. Każdy inny zespół polepsza się ma nowe talenty i my też musimy iść tą drogą. Na tym to polega i jeżeli Logan pojawił się w naszym zespole to znaczy, że ma nam pomóc.

Dz: Ciągle towarzyszą Ci obowiązki, jakie masz plany prywatnego oddechu przed zgrupowaniem? Gdzieś wyjeżdżasz?M.G.: Przyznam się, że nie przewidziałem tego, że Kampy będą tak ciężkie. Nie da się ukryć, że praca z dziećmi jest przyjemnością, ale pochłania to mnóstwo energii. Ale robię wszystko żeby zobaczyć uśmiech na twarzach tych dzieci. I dotrwam do końca wszystkich Kampów choćbym kuśtykał. A potem proszę mi wierzyć, że moi asystenci i menadżerowie wyłącza telefony i przez pięć dni nie będę istniał dla nikogo. Zamknę się w domu w Polsce.

 

 

 

 

 

Więcej informacji: Marcin Gortat
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp