Lakers wygrywają w Orlando i są już bardzo blisko mistrzostwa!

Dodano: 12 czerwca 2009 13:39
Lakers wygrywają w Orlando i są już bardzo blisko mistrzostwa!
Paweł Łakomski, Informacja własna
MediaWiki
W czwartym meczu o mistrzostwo NBA do rozstrzygnięcia ponownie  potrzebna dogrywka, w której po raz drugi lepsi byli koszykarze z miasta ,,Aniołów”. W kluczowych momentach trafiał, nie Kobe Bryant, a zapomniany Derek Fisher, który wyprowadził swój zespół na 3-1 w rywalizacji o mistrzowski pierścień. Mecz od początku był bardzo wyrównany. Akcje kosz za kosz były ozdobą pierwszej, drugiej, trzeciej oraz czwartej kwarty. Wśród gości znakomite zawody rozgrywał Kobe Bryant, któremu L.A tak naprawdę zawdzięcza grę w doliczonym czasie gry. Po drugiej stronie barykady znów bardzo dobrze zagrał Turek, Hedo Turkoglu, zdobywca 25 oczek. 

Wszystko zadecydowało się w końcówce meczu, kiedy to przy trzypunktowej przewadze na linii rzutów wolnych stanął Dwight Howard i nie był w stanie trafić ani jednego z dwóch rzutów. Po wyprowadzeniu akcji z własnej połowy przez graczy Lakers, piłka trafiła w ręce Dereka Fishera. Doświadczony rozgrywający nie wahając się przez chwilę wyskoczył w górę i w swoim stylu zdobył jakże ważne trzy punkty dla swojego zespołu. Na zegarze pozostawało jeszcze 5 sekund i Magic mieli jeszcze swoją szansę. Katem L.A mógł być Michael Pietrus, jednak Francuz spudłował i do wyłonienia zwycięzcy znów potrzebna była dogrywka. 

Sygnał do ataku w dogrywce dał Rashard Lewis trafiając rzut za trzy. Chwilą potem o swoich strzeleckich umiejętnościach przypomniał Bryant, który trafił dwa razy z półdystansu i wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie. Po tych akcjach przez następne niespełna dwie minuty nastąpiła niemoc strzelecka i żaden z zespołów nie był w stanie trafić do kosza. 

Na 1,27 przed końcem trafił Howard z linii rzutów wolnych. Środkowy Magic na dwie próby tylko raz się nie mylił. Przez następną minutę znów nikt nie mógł trafić. 

Czarodziejem w Orlando okazał się dziś Fisher, który na 30 sekund przed końcem rzucając za trzy zadał ostateczny cios, po którym gospodarze już się nie podnieśli. 

Tym samym Los Angeles Lakers pokonując Orlando 99:91, zrobili ogromny krok w stronę piętnastego w historii klubu mistrzostwa NBA.

A jak grał Gortat? Nasz rodak znów grał bardzo krótko, bo zaledwie przez niecałe 5 minut. W prawdzie w tym czasie  zanotował 4 oczka i 2 zbiórki i jeden bloki, jednak wszyscy doskonale wiemy, że Polak potrafi grać o wiele lepiej jeżeli tylko dostaje szansę. NIestety po raz kolejny takiej szansy nie dostał.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp