Lakers wygrywają w Orlando i są już bardzo blisko mistrzostwa!
Wszystko zadecydowało się w końcówce meczu, kiedy to przy trzypunktowej przewadze na linii rzutów wolnych stanął Dwight Howard i nie był w stanie trafić ani jednego z dwóch rzutów. Po wyprowadzeniu akcji z własnej połowy przez graczy Lakers, piłka trafiła w ręce Dereka Fishera. Doświadczony rozgrywający nie wahając się przez chwilę wyskoczył w górę i w swoim stylu zdobył jakże ważne trzy punkty dla swojego zespołu. Na zegarze pozostawało jeszcze 5 sekund i Magic mieli jeszcze swoją szansę. Katem L.A mógł być Michael Pietrus, jednak Francuz spudłował i do wyłonienia zwycięzcy znów potrzebna była dogrywka.
Sygnał do ataku w dogrywce dał Rashard Lewis trafiając rzut za trzy. Chwilą potem o swoich strzeleckich umiejętnościach przypomniał Bryant, który trafił dwa razy z półdystansu i wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie. Po tych akcjach przez następne niespełna dwie minuty nastąpiła niemoc strzelecka i żaden z zespołów nie był w stanie trafić do kosza.
Na 1,27 przed końcem trafił Howard z linii rzutów wolnych. Środkowy Magic na dwie próby tylko raz się nie mylił. Przez następną minutę znów nikt nie mógł trafić.
Czarodziejem w Orlando okazał się dziś Fisher, który na 30 sekund przed końcem rzucając za trzy zadał ostateczny cios, po którym gospodarze już się nie podnieśli.
Tym samym Los Angeles Lakers pokonując Orlando 99:91, zrobili ogromny krok w stronę piętnastego w historii klubu mistrzostwa NBA.
A jak grał Gortat? Nasz rodak znów grał bardzo krótko, bo zaledwie przez niecałe 5 minut. W prawdzie w tym czasie zanotował 4 oczka i 2 zbiórki i jeden bloki, jednak wszyscy doskonale wiemy, że Polak potrafi grać o wiele lepiej jeżeli tylko dostaje szansę. NIestety po raz kolejny takiej szansy nie dostał.