Lakers 2 Magic 0
Los Angeles Lakers wygrali drugie spotkanie finału NBA i objęli bezpieczną przewagę w serii. Teraz gra na trzy kolejne spotkania przeniesie na Florydę, gdzie Lakers będą mieli jeden cel wygrać jedno spotkanie. Jeżeli tego dokonają najprawdopodobniej zdobędą upragniony tytuł.
Tym razem mecz zasłużył na miano finału NBA. Jeszcze na 0,6 sekundy przed ostatnim gwizdkiem nie był wiadomo kto zejdzie z parkietu jako zwycięzca. Przy remisie 98:98 piłkę z boku wprowadzał Turkoglu a o ostatni rzut z pod samego kosza oddał Cortney Lee. Niestety dla tego młodego gracza i kibiców Magic piłka minęła kosz a w dogrywce na boisku rządzili już tylko Lakers.
W dogrywce Pau Gasol zdobył siedem punktów a Kobe zakończył mecz z 29 oczkami. To właśnie ta dwójka poprowadził Lakers do tego niezwykle cennego zwycięstwa. Gasol w całym meczu miał 24 punkty i 10 zbiórek a Bryant dołożył 8 asyst.
"Poczułem wyraźną ulgę kiedy piłka nie wpadła do kosza w ostatniej akcji regulaminowego czasu. To był rzut z rodzaju być albo nie być dla obydwóch drużyn. Teraz nasza sytuacja jest bardzo dobra ale mogło być nie wesoło. Dziś szczęście ewidentnie był po naszej stronie." - tak ostatnią akcję i całe spotkanie komentował Pau Gasol.
Jeżeli Orlando nie będzie w stanie nawiązać wyrównanej walki w dalszej części tegorocznego finału niewątpliwie Lee będzie autorem jednej z największych gaf w historii finału. Stan Van Gundy po meczu tak skomentował ostatnią akcję swojego zespołu: "Nie trafiliśmy. Tu nie ma więcej o czym mówić. Znakomicie wyegzekwowaliśmy ustawione podczas czasu zagranie. Hedo wspaniale podał. Niestety piłka nie znalazła drogi do kosza."
Myślę jednak, że ta akcja naprawdę może okazać się przełomową w tej serii. Takiej okazji jak w tym meczu, na wygranie meczu na wyjeździe, Magic mogą już w tym finale nie mieć. Lakers potrzebują teraz wygrać dwukrotnie w Amway Arena i zdobędą tytuł mistrza NBA, który już dwukrotnie od 2002 wymknął im się z rąk.
Na pewno na pochwałę zasługuje postawa sztabu trenerskiego, który po pierwszej druzgocącej porażce, wyciągnął wnioski i całkowicie zmienił schemat gry Magików. Dzięki temu Orlando nawiązało równorzędną walkę i miało bardzo dużą szansę na zwycięstwo. Co prawda moim zdaniem zabrakło trochę konsekwencji w taktyce gry na dwóch wysokich i Van Gundy w czwartej kwarcie i dogrywce znowu zapomniał, że ma na ławce Gortata w czasie kiedy pod koszem hasał sobie bezkarnie Gasol, ale jeżeli trener Magic będzie tak szybko wyciągał wnioski, jak po pierwszym meczu jest szansa, że Magic wygrają kolejne spotkanie i nie pozbawią nas emocji w kolejnych. Mam też wątpliwości czy pierwszoroczniak to najlepszy wybór tego kto ma kończyć decydującą akcję, ale może liczono na zaskoczenie obrońców, co poniekąd się udało.
Najlepszym zawodnikiem po stronie Magic był Rashard Lewis, który rzucił 34 punkty. Dobrze, choć ciągle poniżej swoich możliwości, zagrał Dwight Howard zdobywca 17 punktów, 16 zbiórek i 4 bloków. Marcin Gortat, który mimo braku doświadczenia w takich sytuacjach, świetnie radził sobie z absorbowaniem obrońców, aby Howard miał więcej miejsca pod koszem przez 15 minut gry zdobył 4 punkty i miał 3 zbiórki.
Notka: Z 40 punktami zdobytymi w pierwszym meczu, Kobe Bryant stał się czwartym zawodnikiem w historii, który był w stanie zdobyć minium 40 punktów, 8 asyst i 8 zbiórek w meczu finałów NBA. Trzej inny to: Jerry West (1969), Michael Jordan (1993) and Shaquille O'Neal (2002)