Nuggets wyrównują, Lakers na deskach
Nie wliczając skuteczności Carmelo Anthony'ego, cała drużyna Denver Nuggets zasługuje na medal za ich dzisiejszą grę ofensywną. Bardzo dobra skuteczność w porównaniu do poprzedniego spotkania, a co najważniejsze aż 20 piłek zebranych w ataku przez zawodników Nuggs. Wynik nie mógł być inny i przy obecności ponad 20 tysięcy widzów na trybunach Pepsi Center podopieczni George'a Karla wygrali czwarty mecz serii aż 120:101.
Po ostatnim spotkaniu Pau Gasol i inni zawodnicy Lakers mówili, ze poczynania Anthony'ego w ataku muszą jeszcze bardziej ograniczyć. W jakim stopniu im się to udało? Wystarczy jedno zerknięcie na statystyki. Anthony spudłował pierwsze dziesięć rzutów z gry, a ostatecznie trafił zaledwie trzy z 16.
Skrzydłowy Denver aż jedenaście razy wędrował jednak na linię rzutów osobistych. Trafiał dziewięciokrotnie i to głównie dzięki temu przekroczył granicę dziesięciu punktów. Oprócz niego udało się to osiągnąć aż sześciu jego kolegom z zespołu. To pokazuje jak róznorodnie grali dzisiaj w ataku gospodarze.
Pierwsza połowa nie zapowiadała jednak aż tak wyraźnego zwycięstwa gospodarzy. Co prawda Biilups i spółka prowadzili po pierwszych 24 minutach 52:45, jednak co z tego skoro w poprzednim spotkaniu ich przewaga w tym okresie gry była podobna, a i tak zwycięstwo powędrowało do LA. Tym razem było jednak całkowicie inaczej.
Nuggets mimo, iż Lakers na moment doszli ich na trzy punkty, to jednak chwilę później prowadzili różnicą jedenastu oczek. Wydawać by się mogło, ze tak przewaga ich satysfakcjonuje i wystarczy juz tylko jej spokojne utrzymywanie, jednak nic bardziej mylnego. Nuggs nadal powiększali przewagę. Szczególnie efektywnie w tej części meczu grała dwójka obrońców Chauncey Billups i JR Smith, którzy zdobyli większość punktów swojej drużyny. Wskutek takiej gry wynik nie mógł być inny i Denver wyraźnie pokonało Los Angeles LAkers 120:101.
"Znakomitą robotę wykonali dzisiaj nasi rezerwowi. Wiem, że w poprzednich meczach serii wiele się na nich narzekało, jednak teraz odkupili chyba wszystkie swoje grzechy. Z taką ich postawą jesteśmy coraz bliżej wielkiego finału. JR Smith zagrał bardzo dobrze i wzniósł się na wyżyny. Tak samo Linas Kleiza, który trafił kilka bardzo ważnych rzutów. To było znakomite." - powiedział po spotkaniu Carmelo Anthony.
"Osobiście, czułem się jakby nieobecny podczas dzisiejszego spotkania. Lekko skręciłem kostkę, a na dodatek miałem problemy żołądkowe. Czułem się, jakby wszystkie siły mnie opuściły. W środę powinno być już jednak znacznie lepiej." - dodał po chwili skrzydłowy Denver.
Pośród przegranych najlepiej punktującym zawodnikiem był Kobe Bryant. Zdobył on co prawda 34 punkty, jednak na zaledwie 38% skuteczności z gry, w tym 2-10 z downtown. Na pochwałę zasługuje Pau Gasol, który zanotował na swoim koncie 21 punktów i 10 zbiórek.