Magic ponownie na czele
Pierwsze dwa mecze pomiędzy tymi drużynami to "poezja koszykówki". Wspaniałe akcje, uzyskiwanie dużej przewagi, wspaniałe powroty drużyny goniącej i wreszcie dwa decydujące o zwycięstwie rzuty w końcówkach spotkań.
Dziś Magic i Cavaliers wrócili na ziemię. W meczu, który od pierwszego do ostatniego gwizdka charakteryzował się walką wręcz, nie zawsze zgodną z przepisami, odgwizdano 58 przewinień osobistych, dwa faule techniczne i jeden faul niesportowy. Koszykarze wykonywali 86 rzutów wolnych a sędziowie wielokrotnie byli zmuszani do ostrych interwencji rozdzielających rozjątrzonych zawodników.
Lepiej tę fizyczną walkę wytrzymali gracze Orlando i to oni wygrali to spotkanie 99:89. Głowna w tym zasługa Dwighta Howarda, który zdobył 24 punkty, w tym 14 z rzutów wolnych. To właśnie świetna jak na tego gracza egzekucja rzutów za jeden punkt (14 z 19), pozwoliła Magikom w czwartej kwarcie utrzymać bezpieczną przewagę i ostatecznie odnieść to ważne zwycięstwo.
Howard miał wsparcie od Rafera Alstona, który zdobył 18 punktów i był drugim strzelcem drużyny z Orlando. Dodatkowo ponownie znakomicie zagrał Hidayet Turkoglu, który jak zwykle przewodził drużynie i był bliski triple-double, rzucając 13 punktów, zbierając 10 piłek i asystując siedmiokrotnie. Myślę, że ta seria pokazuje włodarzom klubu z Florydy, że popularny Hedo musi zostać w drużynie na kolejne sezony.
Po raz kolejny nieprawdopodobny mecz pod względem zdobyczy punktowej rozegrał lider Cavs LeBron James, który rzucił 41 punktów. LeBron grał jednak przy słabej skuteczności z gry, trafiając zaledwie 11 z 28 oddanych rzutów i nie był w stanie w decydujących momentach meczu trafiać rzutów wolnych. W czwartej kwarcie przestrzelił ich aż pięć. Ponownie okazało się, że aby Kawalerzyści mogli myśleć o zwycięstwie, James musi mieć większe wsparcie od swoich kolegów z drużyny. W tym meczu na Jamesie zanotowano aż trzy bloki co wyraźnie pokazuje, że obrona Magic jest ustawiona pod tego zawodnika a oni sami przestali się obawiać reszty drużyny z Florydy.
Niestety z zażenowaniem ponownie oglądałem jednostronne akcje Cleveland w ostatniej odsłonie spotkania, które polegały na jednym, aby jak najszybciej dostarczyć piłkę do Jamesa. Ta taktyka ponownie zawiodła i pokazała, że reszta zawodników nie może bać się wzięcia odpowiedzialności w ostatnich akcjach meczu. Inaczej po kolejnym spotkaniu tych drużyn bez wątpienia Magic będą o jedno zwycięstwo od wielkiego finału NBA.
W meczu, aż przez 23 minuty (z powodu problemów z faulami Howadra) zagrał Marcin Gortat. Zanotował on 4 punkty, trafiając 2 z 3 rzutów z gry, miał 0 na 2 z linii rzutów wolnych. Marcin zanotował także 5 zbiórek i dwa bloki (oba na Lebronie Jamesie).