Prokom mistrzem czyli w PLK nic nowego

Dodano: 23 maja 2009 05:53
Prokom mistrzem czyli w PLK nic nowego
Paweł Łakomski, Informacja własna
Obraz własny
Za nami sezon 2008/2009 w Polskiej Lidze Koszykówki, a więc czas na podsumowanie tego, co się działo przez te niecałe osiem miesięcy.  Wszystko zaczęło się 25 września w słupskiej hali Gryfia, gdzie tamtejsi Czarni podejmowali powracającego po kilkunastu latach do ekstraklasy Poznania, który teraz gra pod nazwą PBG Basket. Poza znakomitym widowiskiem jaki zaprezentowały obie drużyny, wystąpiła francuska grupa CRAZY DUNKERS, która pokazała, że grawitacja nie istnieje. Wraz z inauguracją nowego koszykarskiego sezonu  po raz pierwszy trenerzy obydwu zespołów musieli w drugiej kwarcie wprowadzić do gry zawodnika, który był urodzony w 1986 roku, bądź jeszcze wcześniej. Trzeba przyznać, że w trakcie całych rozgrywek tylko w niektórych klubach ci młodzi koszykarze byli kulą u nogi trenera.  Po rozegraniu kilku kolejek z ligi wycofał się najbardziej utytułowany koszykarski klub w Polsce. Śląsk Wrocław padł ofiarą złego zarządzania, co w rezultacie przyczyniło się do jego bankructwa. Trudno sobie wyobrazić legendy klubowej basketu bez gry w ekstraklasie, jednak w obecnych czasach, kto nie ma pieniędzy ten nie ma niczego. W końcu liga rozkręciła się na dobre. Jak zwykle bezkonkurencyjny był Asseco Prokom Sopot, a outsiderem ligi był wałbrzyski Górnik. Poniżej oczekiwań spisywał się wicemistrz Polski Turów Zgorzelec. Prawdziwą sensacją całej rundy zasadniczej były niewątpliwie dwa zespoły z Pomorza. Polpahrma Starogard Gdański oraz Kotwica Kołobrzeg. Zarówno drużyna Mariusza Karola, jak i Sebastiana Machowskiego grały prostą, ale bardzo skuteczną koszykówkę. ,,Czarodzieje znad wydm” mający ogromne problemy finansowe, zdobyli Puchar Polski i w fazie przed play-offami zajmowali wysokie trzecie miejsce.  W międzyczasie w niektórych klubach działo się wiele ciekawych rzeczy poza koszykarskim parkietem. We Włocławku w końcu dano szansę prowadzenia drużyny Igorowi Griszczukowi, który  przez niemal całą swoją karierę był związany z Anwilem.  Prawdziwa rewolucja nastąpiła w Słupsku. Najpierw po kompromitującej porażce ze Sportino Inowrocław zwolniony został Andrei Podkowyrow, tak dwa miesiące później pożegnano się również z czterema zawodnikami! Po tych wszystkich wydarzeniach fanatyczni kibice Czarnych Panter stracili wiarę, że ich ukochany zespół może jeszcze coś ugrać w tym sezonie.  Zwolnienie Saso Filipovskiego z Turowa Zgorzelec także można nazwać pewną rewolucją. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak po meczu w Koszalinie był trener między innymi Olimpii Lublana został zaatakowany przez jednego z ,,fanów” AZS. Po tym całym zajściu zarząd PLK postanowiło zawiesić Filipovskiego na trzy miesiące w prawach trenerskich. Słoweński szkoleniowiec nie mógłby być na ławce rezerwowych podczas spotkań, a także nie mógł się kontaktować Bobanem Mitewem, który zastępował Saso w roli głównego trenera. Turów grał źle, przegrywał mecz za meczem, a odwołania działaczy czarnozielonych nie skutkowały, a więc postanowiono się rozstać.  W dalszej części sezonu o wiele lepiej prezentowała się wzmocniona Energa Czarni Słupsk, urlepowski Basket Kwidzyn oraz Turów Zgorzelec pod wodzą młodego Pawła Turkiewicza. Troszkę gorzej pod koniec rundy  zaczęli prezentować się ,,Farmaceuci” ze Starogardu Gdańskiego. W ostatecznym rozrachunku po sezonie zasadniczym najlepszy okazał się Asseco Prokom Sopot przed PGE Turowem Zgorzelec. Z ekstraklasą pożegnał się Górnik Wałbrzych, który nie był wstanie dorównać żadnemu zespołowi. Drugi rok z rzędu zespoły z miejsc 5-12 musiały stoczyć walkę o ćwierćfinał w fazie pre-playoff. Tylko w jednej parze potrzebne były trzy spotkania aby wyłonić ćwierćfinalistę. Energa Czarni Słupsk niespodziewanie męczyła się z Basketem Kwidzyn, aby w następnej rundzie zmierzyć się z Kotwicą Kołobrzeg.  Pierwszą rundę play-off bez problemów przeszli wicemistrzowie Polski ze Zgorzelca, którzy potrzebowali zaledwie trzech spotkań, aby wyeliminować AZS Koszalin. Ku zdziwieniu wszystkich sympatyków PLK najwięcej problemów z awansem do najlepszej czwórki ligi miał Asseco Prokom. Dopiero w piątym decydującym meczu podopieczni Tomasa Pacesasa pokonali popularną ,,Stalówkę” 94:74 i awansowali dalej. W półfinale znalazł się również Anwil Włocławek i Energa Czarni.  W spotkaniach o awans do finału było wiele emocji i zaciętości. PGE Turów Zgorzelec wprawdzie znalazł się w walce o złoto, ale przyszło mu to z wielkim trudem. Aż sześć pojedynków musiało zostać rozegranych, aby ostatecznie to drużyna Pawła Turkiewicza cieszyła się z przejścia Czarnych Panter. Bardzo podobnie było w klasyku PLK. ,,Programowcy” również potrzebowali sześciu meczów, aby móc bronić w finale wywalczonego przed rokiem tytułu mistrza Polski. Świetne spotkania rozgrywał Qyntel Woods. Amerykanin przyćmił wszystkich i można powiedzieć, że sam w pojedynkę pokonał Anwil.  W związku z tym, że Prokom i Turów zagrały o złoto, to Anwilowi oraz Czarnym pozostała walka o brązowy medal. W pierwszym meczu we Włocławku, gospodarze nie dali żadnych szans swojemu rywalowi i znokautowali go 104:75. Podopiecznym Gaspera Okorna na pożegnanie z Gryfia udało się wygrać z ,,Rottweilerami” i powrócić na ostatni mecz do hali Mistrzów. Jednak Łukasz Koszarek i spółka nie byli gościnni i rozgromili słupszczan 100:74 i to oni stanęli na najniższym stopniu podium.  W wielkim finale po raz trzeci z rzędu spotkał się Prokom z Turowem. Zgorzelczanie przed tym pojedynkiemmówili do trzech razy sztuka... No niestety i tym razem sopocianie okazali się lepsi, a znów fantastyczne spotkania rozgrywał Woods, który został wybrany MVP fianłów. Tym samym Asseco Prokom Sopot zdobył szóste pod rząd mistrzostwo Polski! Tak pokrótce można opisać ostatni sezon Polskiej Ligi Koszykówki Mężczyzn przed wrześniowym EuroBasketem. A my już teraz zapraszamy na kolejny! 
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp