Sensacja w 'The Q' - Magic prowadzą w serii
Fenomenalny mecz LaBrona Jamesa, to za mało na równo grających i nigdy nie rezygnujących Orlando Magic. Seria pomiędzy Magic i Cavs zaczęła się od sensacji.
Dziś w nocy potwierdziły się słowa niektórych komentatorów o tym, że Cavaliers w tym playoff nie spotkali jeszcze mocnej drużyny i że ich prawdziwą wartość pokaże dopiero seria przeciwko Magic. Rzeczywiście po mocnym początku Cavs, intensywność ich gry malała z każdą minutą trwania spotkania, aż w końcu Magic objęli prowadzenie w czwartej kwarcie (pierwszy raz w meczu) i grając kosz za kosz zdołali zwyciężyć pierwsze starcie Finału Konferencji Wschodniej 107:106
Do zwycięstwa poprowadzili Magic trzej podkoszowi gracze, Dwight Howard (30 punktów, 13 zbiórek), Rashard Lewis (22 punkty, 7 zbiórek) i Hidayet Turkoglu (15 punktów, 14 asyst i 6 zbiórek).
Kiedy po pierwszej kwarcie Cavs prowadzili 14 a po pierwszej połowie 15 punktami wydawało się, że scenariusz tego meczu ułoży się dokładnie tak samo jak pierwsze osiem meczów kawalerzystów w tych playoffach. Jednak Magic wytrzymali presję i za radą swojego trenera mozolnie odrabiali straty, aby w połowie czwartej kwarty po raz pierwszy w meczu objąć prowadzenie. Od tego momentu mecz stał się bardzo wyrównany i w zasadzie toczył się punkt za punkt. Więcej szczęścia w końcówce mieli Magic i to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa.
Ta wygrana dała Magic przewagę własnego parkietu w serii i w kontekście bilansu z sezonu regularnego, kiedy to Cavs dwukrotnie przegrali w Amway Arena (w tym jedna z tych porażek to najwyższa porażka Cavs w sezonie regularnym), stawia ten zespół w roli faworyta serii.
Zwycięstwo to jest tym cenniejsze, że genialne zawody rozegrał MVP sezonu regularnego LeBron James, który zdobył 49 punktów miał 8 asyst i 6 zbiórek. Należy przypuszczać, że James nie będzie w stanie dać z siebie więcej w kolejnych meczach a Magic mimo to potrafili pokonać Cavs.
Wydaje się, że kluczem do zwycięstwa okazała się decyzja sztabu trenerskiego Orlando o zrezygnowaniu z podwajania Jamesa, który wykorzystując je w pierwszych fragmentach meczu świetnie znajdował swoich kolegów na otwartych pozycjach. W momencie zmiany taktyki James został zmuszony do grania indywidualnych akcji i w końcówce wyraźnie brakowało mu siły. To okazało się kluczowe dla losów meczu.
Drugim ważnym czynnikiem była świetna postawa rezerwowych Orlando, którzy zdobyli 25 punków przy zaledwie pięciu rezerw Cleveland. Cztery z tych 25 punktów zdobył Marcin Gortat, który na parkiecie przebywał niecałe 10 minut i oprócz wspomnianych wcześniej punktów zaliczył także 2 zbiórki.
Kolejne spotkanie pomiędzy tymi drużynami odbędzie się w sobotę także w Cleveland.