Finał PLK - Prokom 3 :1 Turów

Dodano: 17 maja 2009 20:28
Finał PLK -  Prokom 3 :1 Turów
Arkadiusz Moras, Informacja własna
WikiMedia

Asseco Prokom Sopot zwyciężył w Zgorzelcu z Turowem 77:85 i tym samym prowadzi w finałowej rywalizacji Polskiej Ligi Koszykówki 3:1. Dzięki temu, podopieczni Tomasa Pacesasa, już podczas środowego pojedynku w Sopocie, staną przed szansą zdobycia mistrzostwa Polski.

Więcej zimnej krwi wykazali goście, którzy skutecznie w czwartej kwarcie odpierali ataki gospodarzy. Zawodnicy Pawła Turkiewicza próbowali jeszcze zbliżyć się do sopocian próbując trafiać za trzy punkty, jednakże żaden ze zgorzeleckich strzelców nie był w najlepszej formie. Po raz kolejny najważniejszą osobą w zespole Tomasa Pacesasa był Qyntel Woods, który zdobył dzisiaj 18 punktów -najwięcej spośród wszystkich zawodników występujących w dzisiejszym widowisku. 

Mimo, że pierwsza kwarta zakończyła się rezultatem 21:24 dla przyjezdnych, początek spotkania nie był wyrównany. Z wysokiego C rozpoczęli zawodnicy Prokomu, a Turów dopiero po czasie wziął się za odrabianie strat. Mimo to, takie gwiazdy z Sopotu jak David Logan, Daniel Ewing czy Qyntel Woods nie zaprzestawały w drugiej kwarcie kolejnych ataków i tym samym powoli oddalali się od gospodarzy. Niestety Tyus Edney( 7 asyst) i spółka - mimo mocnej obrony - zdołali zatrzymać Prokom dopiero przy różnicy 9 punktów do gości. Wynik do przerwy 40:49 dla Pomorzan. 

W kolejnych dwóch odsłonach meczu sytuacja nie ulegała zmianie - mistrzowie Polski skutecznie nie pozwalali Turowowi na zrównanie się liczbą punktów. Goran Radonjic, który dzisiaj był bardzo aktywny - 3 rzuty celne z dystansu - niestety nie trafiał w kluczowych momentach. W takim wypadku zawodnicy z południa Polski zmuszeni byli faulować w końcówce widowiska, co nie miało sensu w przypadku, kiedy "programiści" trafiali rzuty wolne. Asseco Prokom Sopot ostatecznie zwyciężył Turów 77:85. 

Przemysław Zamojski - który zdobył 1 punkt oraz 1 stratę, ale mimo to wykonywał dobrą robotę dla swojego zespołu - po zderzeniu się kolanami z Dragisa Drobnjakiem, doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca trwania meczu. W przyszłości - na łamach naszego serwisu - przekażemy dokładne informacje dotyczące stanu zdrowia młodzieżowca.

Po wypadku Zamojskiego, na parkiecie znalazł się Adam Łapeta, który poprzez agresywną obronę szybko łapał przewinienia i ponad 50 sekund przed zakończeniem pierwszej połowy miał ich na koncie aż 4. Warto dodać, że Łapeta był jedynym młodzieżowcem, którego miał do dyspozycji Tomas Pacesas, więc w przypadku zdobycia 5 przewinienia przez młodego środkowego, ex zawodnik Prokomu nie miałby kogo wstawić w jego miejsce.

Punkty dla Prokomu zdobyli: Woods 18, Logan 17, Dylewicz 12, Ewing 11, Burrell 7, Brazelton 7, Burke 6, Łapeta 6, Zamojski 1,

Punkty dla Turowa zdobyli: Daniels 16, Milijkovic 13, Edney 12, Radonjic 11, Witka 8, Turek 6, Drobnjak 6, Roszyk 5,

Komentarz od autora:

Według mnie Turów stanął dzisiaj przed szansą pokonania słabo dysponowanego Prokomu i tym samym miał możliwość wyrównania stanu rywalizacji. Niestety ta sztuka nie udała się podopiecznym Pawła Turkiewicza - brawa dla sopocian, którzy mimo nienajlepszej dyspozycji wywieźli ze Zgorzelca kolejne zwycięstwo. Kluczowym elementem, który przeszkodził zgorzelczanom w odniesieniu tryumfu, była niemoc w rzutach z dystansu, których Turowianie oddali aż 27 z czego trafili tylko 8.

To ,że uważam, iż obydwa zespoły zagrały poniżej swoich możliwości, nie znaczy, że widowisko było mało atrakcyjne. Obydwie drużyny miały niezwykłe momenty. W Turowie rewelacyjnymi podaniami popisywał się Tyus Edney, a Chris Daniels niesamowicie grał dzisiaj pod koszem. W Prokomie - co już nikogo nie dziwi - fenomenalny Qyntel Woods w kosmiczny sposób zakończył kilka zagrań, a Filip Dylewicz wykonał podanie sezonu do Adama Łapety, który akcję zakończył efektownym wsadem.

Myślę, że cały finał PLK sezonu 2008/2009 zakończy się już w środę w Sopocie, gdzie Prokom udowodni, że to on jest zdecydowanie najsilniejszym zespołem w Polsce i postara się dowieźć, że porażka w drugim spotkaniu u siebie - mam nadzieję, iż nie urażę tymi słowami sympatyków Turowa - była tylko wypadkiem przy pracy.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp