Rockets czy Lakers?

Dodano: 17 maja 2009 09:44
Rockets czy Lakers?
Hubert Krzywda, Informacja własna
MediaWiki

Dzisiaj poznamy odpowiedź na pytanie kto awansuje do finału konferencji zachodniej. Na zawycięzców pojedynku czekają już idący jak burza przez play off Denver Nuggets. Czy będą nimi faworyzowani gracze z miasta aniołów czy może przetrzebiona kontuzjami ekipa z Teksasu? Odpowiedź już dzisiaj wieczorem!

Historia tegorocznych zmagań obu drużyn jest zaskakująca. W sezonie regularnym Lakers wygrywali dosyć łatwo za każdym razem, nawet wtedy kiedy Rockets dysponowali pełnym składem. Tymczasem w play off nie ma ani McGrady'ego, Yao Minga, Mutombo, oddanego do Orlando Rafera Alstona, a na pierwszy plan w ich miejsce wyszli zawodnicy, po których nikt właściwie się tego nie spodziewał. Rewelacyjnie spsuje się młody Aaron Brooks, doskonale wpasował się w końcu w system amerykańskiej gry Luis Scola, a współpraca pomiędzy Shanem Battierem  i Ronem Artestem układa się wręcz wzorowo.

Wszelkie statystyki, jakie mogą być brane pod uwagę w tym zestawieniu z miejsca  "biorą w łeb", gdyż w przypadku obu drużyn liczy się dyspozycja w danym dniu, a nie teren na którym toczony jest pojedynek, co pokazały spotkania już na początku rywalizacji. Jeśli Houston będą trafiać z taką skutecznością jak w meczach nr 4 i 6 to Lakers mogą jechać na wakacje.

Inny scenariusz jakiego możemy być świadkami dzisiejszego wieczoru, to od początku głęboka defensywa gospodarzy i atak oparty cały czas na Kobe Bryancie. Ten zaś musi liczyć na pomoc od partnerów zdecydowanie większą niż miało to miejsce dotychczas, bo ani Lamar Odom ani dziwnie zblokowany Andrew Bynum mu jej nie gwarantują. Postawa Pau Gasola także jest właściwie nijaka. Samemu liderowi teamu z Los Angeles ciężko będzie więc pokonać zdeterminowanych rywali, którzy swoją postawą przypominają nowojorskich Knicks z 1999 roku, gdzie także wobec przeciwności losu dotarli aż do finału, pokonując po drodze teoretycznie silniejsze zespoły dzięki niesamowitemu zaangażowaniu w grę.

Ciężko jest wskazać faworyta w dzisiejszym spotkaniu, ale pewne jest, że na brak emocji nie będziemy narzekali, bo tu już pierwsze spotkania pokazały ile emocji jest w poszczególnych graczach. I za to wszysko kochamy ten sport i ligę NBA!

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp