3 mecz finału PLK : przenosimy się do Zgorzelca

Dodano: 15 maja 2009 07:53
3 mecz finału PLK : przenosimy się do Zgorzelca
Arkadiusz Moras, Informacja własna
WikiMedia

Koszykarze PGE Turowa wygrali spotkanie, które mogło wydawać się kolejnym łatwym zwycięstwem Asseco Prokomu, ale na szczęście Zgorzelczan takim nie było. Podopieczni Pawła Turkiewicza dokonali czegoś - dla niektórych niemożliwego - pokonali zespół złożony z gwiazd jakich jeszcze w Polsce nie widzieliśmy (Qyntel Woods) i zyskali wiarę, która pozwala myśleć o ewentualnym zdobyciu mistrza Polski w sezonie 2008/2009.

W zeszłorocznym finale, kiedy Prokom również rywalizował z Turowem, Sopocianie przegrali obydwa spotkania w Zgorzelcu. Oczywiście wtedy w ekipie z południa Polski, występował obecnie grający dla Pomorzan - David Logan oraz Tomas Kelati, który teraz reprezentuje barwy Unicaji Malaga. Mimo tego, że Turów wydaje się mieć teoretycznie słabszy skład, "programistom" będzie niezwykle ciężko zwyciężyć chociaż jeden mecz na zgorzeleckim parkiecie.

W poprzednim pojedynku - przegranym dla Asseco - poniżej oczekiwań zagrali David Logan oraz Qyntel Woods. W ten sposób udowodnili, że to oni decydują o prawdziwej sile ekipy Tomasa Pacesasa. O ile Davida Logana można w pewien sposób przykryć i Turowianie na pewno skupią defensywę na Amerykaninie, to Qyntelowi Woodsowi - jak powiedział Mirosław Noculak - "nie da się przeszkodzić, on może być jedynie sam dla siebie przeszkodą".

Po ostatnim widowisku,  słabym dniem Tomas Pacesas tłumaczył nienajlepszą postawę swoich podopiecznych. Może tak rzeczywiście było, ale w warunkach zgorzeleckich, jeszcze trduniej będzie odzyskać dobrą formę. Dzisiaj przekonamy się czy szkoleniowiec Prokomu dobrze odrobił swoje zadanie domowe i odpowiednio zmotywował zespół po niespodziewanej porażce. 

Jak podaje oficjalna strona zespołu ze Zgorzelca, "nie wiadomo czy w składzie przygranicznej drużyny znajdzie się Bryan Bailey, który narzeka na uraz barku. Amerykanin doznał go w ostatnim półfinałowym meczu z Energą Czarnymi w Słupsku i w Sopocie na boisku przebywał zaledwie niespełna pięć minut. Bez swojego drugiego rozgrywającego spory orzech do zgryzienia ma trener Turkiewicz, a zdecydowanie większa odpowiedzialność ciąży na Tyusie Edney’u. 36-letni Amerykanin udowodnił jednak we wtorek w Sopocie, iż, nawet grając bez zmiennika, nadal jest w stanie grać na bardzo wysokim poziomie". 

Jak będzie przekonamy się dzisiaj od godziny 18:00 w Zgorzelcu. Do zobaczenia w Zgorzelcu!

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp