Niesamowite zwycięstwo Turowa - 1:1 w Finale PLK
Turów Zgorzelec w drugim meczu finałowym niespodziewanie zwyciężył Asseco Prokom Sopot 84:93 i tym samym doprowadził do remisu 1:1 w tegorocznej batalii o tytuł mistrza Polski. Niesamowite zawody rozegrał Tyus Edney, który dzielił i rządził w ostatniej kwarcie, w czasie, który przesądził o zwycięstwie jego zespołu.
Kiedy w trzeciej kwarcie podopieczni Tomasa Pacesasa prowadzili już różnicą 21 punktów mało kto sądził, że zgorzelczanie zdołają doprowadzić do wyrównania, a ostatecznie zwyciężyć spotkanie, które wydawało się już przegrane. Na szczęście nikt z ekipy Pawła Turkiewicza nie przestał wieżyć w ewentualny tryumf i to przy pomocy obrony strefowej oraz skutecznej grze w ataku pozowliło na odniesienie sukcesu, dzięki któremu zgorzelczanie wracają w lepszych nastrojach.
Spotkanie miało kilka historii. Naliczyłem ich trzy - pierwsze 20 minut, 3 kwarta oraz ostatnie 10 minut. Pierwsze punkty dzisiejszego widowiska zdobyli zgorzelczanie, którzy wyszli na parkiet w zupełnie innych nastrojach niż w niedzielnym meczu. Zawodnicy Turowa rozpoczęli od bardzo mocnej obrony, która wyraźnie sprawiała kłopot sopockim gwiazdom. Pierwsza połowa była niespodziewanie wyrównana - Prokom prowadził tylko 6 punktami, a ich gra - w przeciwieństwie do niedzielnego widowiska - nie powalała na kolana.
Popisy zawodników z Sopotu rozpoczęły się w trzeciej kwarcie - uaktywnił się Qyntel Woods, który szybko dodał do swojego dorobku 7 punktów, a na deskach rządził Filip Dylewicz, który zebrał z tablicy w całym meczu aż 13 piłek. Niestety dla sympatyków "programistów", z czasem zbliżania się końca trzeciej odsłony meczu, Turowanie znajdowali sposób na poskromienie sopockich gwiazd i tym samym zyskali nadzieję na zbliżenie się do rywali.
Tyus Edney, który przez dłuższy czas trwania meczu nie brylował, włączył w czwartej kwarcie drugi bieg i podjął się decydowania o losach meczu. Poza tym, że rewelacyjnie obsługiwał swoich kolegów i 8 razy asystował, zdobył 17 punktów i 7 razy zebrał piłkę z tablicy (4 zbiórki w ataku). Bardzo dobrze prezentował się również Dragisa Drobnjak - zdobywca 23 punktów oraz 9 zbiórek w całym meczu.
Dzięki niesamowitej postawie, zgorzelczanie wygrali ostatnie 10 minut 14:34 i tym samym zwyciężyli drugi pojedynek rywalizacji finałowej. Być może strzałem Pawła Turkiewicza w dziesiątkę było postawienie w kluczowym momencie obrony strefowej - w tym czasie wdarł się chaos w poczyniania "programistów". Trener Tomas Pacesas uważa inaczej - " gra przeciwko strefie nie była naszym głównym problemem, po prostu zwolniliśmy, przestaliśmy trafiać i to było najistotniejszą przyczyną naszych kłopotów."
W rywalizacji wystąpił niesamowity, młody talent - Sebastian Szymański - który bryluje na polskich oraz międzynarodowych parkietach rozgrywek młodzieżowych. Bardzo cieszę się i podziwiam Pawła Turkiewicza za odwagę i to, że dał tak młodemu zawodnikowi wystąpić w bardzo istotnym pojedynku.
Kibice Asseco Prokomu na pewno więcej oczekiwali od Qyntela Woodsa, który dzisiaj nie zagrał na swoim stałym, rewelacyjnym poziomie. Amerykanin zdobył 15 punktów, przy czym nie trafił 8 z 13 oddanych rzutów z gry. Tomas Pacesas pochwalił na konferencji Patricka Burke'a, który " jako jedyny zagrał na swoim poziomie".
Kolejne mecze odbędą się w piątek i niedzielę w Zgorzelcu. Zapraszamy do Zgorzelca!