Emocje w Houston

Dodano: 10 maja 2009 22:46
Emocje w Houston
Hubert Krzywda, Informacja własna
WikiMedia

Osłabiona brakiem Yao Minga ekipa Houston Rockets nie składa broni i nadal walczy o przetrwanie w serii przeciwko Los Angeles Lakers. Basket jaki zaprezentowali gospodarze zasługuje na oklaski. Tak zespołowej gry z pełnym zaangażowaniem każdego z graczy nie widziano już dawno.

Ciężko sobie wyobrazić by Rakiety potrafiły wygrać spotkanie i to jeszcze w play off (na dodatek z tak mocnym rywalem) bez Yao Minga, kontuzjowanego wcześniej w trakcie sezonu T-Maca, czy nieskutecznego Rona Artesta. A jednak miało to miejsce dzisiejszej nocy, gdzie idąc wyraźnie z hasłem " Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni" zawodnicy Rockets wspięli się na wyżyny swoich możliwości. 

Mecz zaczął się od szturmu na kosz Lakers. Już po chwili było 7:0, 9:2 aż do końca kwarty, która zakończyła się prowadzeniem Teksańczyków 29:16. Kapitalnie zespół napędzał filigranowy Aaron Brooks - w całym meczu uzyskał 34 punkty i 4 asysty, którego świetnie wspomagał Shane Battier (23pkt), który raz po raz karcił rywali celnymi "trójkami". Pod koszem dzielił i rządził Luis Scola (11pkt,14zb), którego nie był w stanie powstrzymać tak Odom jak i Gasol (30pkt). Jedynie Kobe Bryant (15pkt) starał się trzymać dystans do rywali, ale i on raził nieskutecznością. Pierwsza połowa 54:36 dla gospodarzy.

Po zmianie stron wydawało się, że obraz gry może ulec zmianie i wicemistrzowie ligi wezmą się w końcu za grę - nic jednak bardziej mylnego, para Brooks-Battier na to nie pozwoliła, co więcej przypomniał o sobie w tej części gry Artest  (8pkt, 10zb, 6as) a także swoje dorzucił z ławki Kyle Lowry (12 pkt) i Houston wyszło w pewnym momencie na prowadzenie 68:40.

Ostatnia kwarta to już kontrola wyniku przez gospodarzy, którzy nie pozwolili sobie wydrzeć zwycięstwa, ostatecznie wygrywając w stosunku 99:87.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp