Prokom show w Sopocie.
Asseco Prokom Sopot, dzięki dominacji przez 40 minut, wygrał pierwsze spotkanie finałowe PLK 95:79. Podopieczni Tomasa Pacesasa od początku dyktowali warunki na parkiecie i nie dawali się zbliżyć na małą różnicę punktową. Rewelacyjny występ zaliczył po raz kolejny Qyntel Woods - zdobywca 25 punktów, który z łatwością pokonywał obronę rywali.
Mało kto spodziewał się tak jednostronnego pojedynku. Gospodarze od początku objęli prowadzenie i nie oddali go do końca widowiska. Bardzo istotnym czynnikiem, który przyniósł zwycięstwo sopocianom była walka na desce - zawodnicy Asseco zebrali 20 piłek więcej od przyjezdnych. Królem zbiórek był dzisiaj Filip Dylewicz - 9 razy zebrał piłkę z tablicy.
Poza Qyntelem Woodsem w ekipie znad morza bardzo dobrze pokazali się David Logan, Daniel Ewing oraz Tyrone Brazelton, którzy skutecznie prowadzili grę swojego zespołu. Warto jeszcze dodać, iż z bardzo dobrej strony pokazał się Adam Hrycaniuk, który zaliczył dzisiaj 13 oczek oraz miał 7 zbiórek.
Najlepszym strzelcem Turowa - co cieszy sympatyków reprezentacji Polski - był Robert Witka, który zdobył 18 punktów i tym samym udowodnił, że zasługuje na grę w kadrze prowadzonej przez Mulego Katzurina. Poza nim z dobrej strony pokazał się Tyus Edney - zdobywca 17 punktów, któremu brakowało wsparcia Bryana Baileya (rozgrywający turowa spędził na parkiecie tylko 4 minuty).
Mimo tego, iż Turów nie miał argumentów w walce z Sopotem, na pewno ekipa Pawła Turkiewicza nie składa broni. Chyba każdy zespół ligi - w tym Anwil, który w półfinale nie wygrał żadnego spotkania w Sopocie - zdaje sobie sprawę jak ciężko gra się w trójmieście. Wydaje mi się, iż Turów pokaże dużo więcej w kolejnym spotkani, a tak na prawdę możliwości zgorzelczan poznamy u nich, gdzie Prokomowi będzie niezwykle ciężko wygrać . Do zobaczenia w Sopocie we wtorek !