Magic obejmują prowadzenie
Orlando Magic nie dali dzisiejszej nocy żadnych szans na odniesienie zwycięstwa Celtom wygrywając pierwsze spotkanie we własnej hali w tej serii tym samym obejmując prowadzenie w rywalizacji 2:1.
Mecz od początku spotkania należał do gospodarzy, którzy stale powiększali przewagę, by na koniec pierwszej połowy schodzić do szatni z 12 punktowym prowadzeniem. W drugiej połowie gracze z Florydy kontrolowali przebieg gry, by w ostatniej ćwiartce odskoczyć jeszcze bardziej rywalom.
Kluczem do sukcesu ekpiy z Florydy była świetna postawa obu skrzydłowych - Rasharda Lewisa i Hedo Turkoglu, którzy rzucili odpowiednio 28 i 24 punkty. Dobre zawody rozegrał także Dwight Howard, który na swym koncie uzbierał tym razem 17 punktów, 14 zbiórek i przy okazji udowodnił, że najlepszym obrońcą ligi nie został z przypadku - pięciokrotnie blokując rywali w bardzo efektowny sposób. Wobec absencji zawieszonego na to spotkanie Rafera Alstona szansę na pokazanie się wykorzystał Anthony Johnson, który dorzucił 13 "oczek".
Marcin Gortat na parkiecie spędził ponad 20 minut, w tym czasie rzucił 7 punktów (2/2 z gry i 3/3 z lini rzutów wolnych), miał 3 zbiórki i jedną asystę, a także raz stracił piłkę.
Wśród gości na słowa pochwały zasłużył jedynie Paul Pierce - zdobywca 27 punktów, słabiej niż zwykle zagrał tym razem Rajan Rondo, a znów kompletnie zawiódł Ray Allen, który z gry trafił dzisiaj 3 razy na 13 prób, w tym żadnej trójki, które są jego znakiem firmowym. Także dwójka podkoszowych - Glen Davis i Kendrick Perkins nie radziła sobie zbyt dobrze w tym spotkaniu.
Ogólne wrażenie jakie Celci sprawiają jest niespecjalne, widać wyraźnie po nich skutki morderczej walki w poprzedniej rundzie przeciwko Chicago Bulls i z taką grą, jaką zaprezentowali w trzecim spotkaniu z Orlando nie można być w ich przypadku optymistą.