Magic ogrywają zmęczonych Celtics
Orlando Magic sprawili niespodziankę w pierwszym wyjazdowym spotkaniu w półfinale konferencji wschodniej przeciwko Boston Celtics pokonując mistrzów ligi w stosunku 95:90.
Na sukces zespołu złożyła się równa gra liderów drużyny, wykorzystanie do maksimum błędów przeciwnika i zmęczenie gospodarzy ciężką serią z Bulls.
Jak zwykle szalał Dwight Howard (16pkt i 22zb i 3 kapitalne bloki ), chociaż na początku wyraźnie mu nie szło, gdyż był dobrze pilnowany przez Kendricka Perkinsa (6pkt, 16zb). Temu jednak z czasem zaczęło brakować sił i center Magic szybko doszedł do głosu. Dzielnie wspierali go Rashard Lewis -18pkt, Mickael Pietrus - 17pkt, Hedo Turkoglu -15pkt. Swoje 5 minut wykorzystał Marcin Gortat, który zaliczył 4pkt i jedną zbiórkę.
Mecz miał dwa oblicza - pierwsza połowa to dominacja Magic (54:36), a w trzeciej kwarcie osiągnęli nawet 28 punktową różnicę, lecz od tego momentu rozpoczęłą się szaleńcza pogoń mistrzów ligi, wśród których prym wiedli Paul Pierce - 23pkt i Rajon Rondo (znów otarł się o triple double), ale werwy starczyło im jedynie na doprowadzenie do stanu 87:91. Na więcej brakło chyba jednak sił, co spowodowane jest w znacznej mierze dopiero co zakończoną serią pojedynków z kilkoma dogrywkami przeciwko Chicago Bulls.
Aby myśleć o przejściu Orlando, zawodnicy z Bostonu muszą zneutralizować poczynania Dwighta Howarda i liczyć że takie mecze, jaki zagrał dzisiaj Ray Allen zdarzają mu się tylko raz na jedną serię...