Play-off: Anwil odpada, Prokom walczy w finale!
Po meczu stojącym na dość niskim poziomie sportowym, podopieczni Tomasa Pacesasa pokonali we Włocławku drużynę miejscowego Anwilu. Tym samym Asseco Prokom odniósł czwarte zwycięstwo w fazie półfinałowej i awansował do wielkiego finału, w którym zmierzy się z PGE Turowem Zgorzelec. Drużynę pokonanego Anwilu czekają jeszcze pojedynki z Energą Czarnymi Słupsk o zajęcie trzeciego miejsca i zdobycie bromowego medalu.
Początek meczu to chaotyczna gra prezentowana przez obydwie drużyny. Pierwsze punkty w meczu zdobyli gospodarze. Goście odpowiedzieli dopiero po kilku nieskutecznych akcjach. Po 5 minutach gry na tablicy wyników był remis 2:2. Wówczas do pracy wzięli się podkoszowi obu drużyn. Po stronie przyjezdnych z Trójmiasta bardzo dobrze radził sobie Roonie Burrel. Amerykanin ostatnimi czasy dostał więcej czasu od trenera Pacesasa i śmiało można stwierdzić, że wykorzystał daną mu szansę prawie w 100%.
Ze strony gospodarzy tradycyjnie już dobrze spisywał się Paul Miller. Co prawda na początku meczu center włocławian przestrzelił kilka rzutów z dogodnych sytuacji. Po pierwszej kwarcie na tablicy wyników było 14:13 dla Anwilu.
W drugiej odsłonie na parkiecie pojawił się Qyntel Woods. Amerykańska gwiazda sopockiej ekipy odmieniła oblicze spotkania. Jego dynamiczne rzuty i podania szybko zaowocowały uzyskaniem kilkopunktowej przewagi przez Prokom. Podopieczni trenera Griszczuka zupełnie nie mogli znaleźć recepty na zatrzymanie rozpędzonych graczy sopockiego klubu. Włocławianie nie potrafili skutecznie zastawić bronionej tablicy, czego wynikiem były szanse na rozegranie kolejnych akcji przez graczy z nad morza. Tuż przed przerwą sopocianie zbudowali sobie kilkunastopunktową przewagę, i kibice Anwilu w czarnych barwach widzieli drugą połowę. Wynik po pierwszych dwudziestu minutach to 42:27 dla Asseco Prokomu.
W trzeciej kwarcie, bynajmniej na jej początku włocławianie dość znacznie poprawili obronę. Spowodowała ona serię błędów ze strony gości. Anwil zdołał co prawda odrobić kilka ważnych punktów, ale w najważniejszych momentach gry graczom z nad Wisły brakowało po prostu skuteczności. Z czasem włocławskim ‘Rottweilerom’ zaczęło brakować sił. Wówczas gracze przyjezdni wbili Anwilowi przysłowiowy ‘gwóźdź do trumny’. Po przerwie swoją dobrą grę kontynuował duet Woods-Burrel. Ta dwójka graczy zdobywał ponad połowę punktów całego zespołu. Końcówka meczu to bardzo wyraźna przewaga nafaszerowanego gwiazdami zespołu Prokomu. Anwilowi pozostało walczyć o to, żeby stracić jak najmniej punktów. Ostatecznie wynik meczu zakończył się 23 punktową przewagą gości. Wynik meczu to 86:63 dla przyjezdnych z Sopotu.
Na pochwałę zasługuje postawa Anwilu w całych półfinałach. Włocławianie pokazali, że nie należy z góry obstawiać faworyta, i że zespół tak osłabiony, jakim bez wątpienia jest drużyna z Włocławka może sprawić nie jedną niespodziankę i tak jak wspominałem może walczyć z nafaszerowanym Prokomem jak równy w równym. Śmiem stwierdzić, że gdyby wloclawianie dysponowali odrobinę mocniejszym składem i dłuższą ławką rezerwowych, to kto wie czy Asseco Prokom byłoby w finale?
Pierwszy mecz finałowy między Prokomem a Turowem zostanie rozegrany dokładnie za tydzień (10.05.2009) o godz. 14:00 w Sopocie. Jak dotychczas, nie wiadomo jeszcze kiedy odbędzie się pierwsze spotkanie między Czarnymi a Anwilem.