Czy będzie powtórka Czarni:Turów?

Dodano: 3 maja 2009 08:12
Czy będzie powtórka Czarni:Turów?
Arkadiusz Moras, Informacja własna
MediaWiki

Przed nami szósty mecz rywalizacji Prokom-Anwil. Tym razem jedziemy do Włocławka, aby przekonać się czy Prokom, który jest bliżej awansu do finału, zdoła pokonać niezwykle mocnych na własnym boisku Rottweilerów. Do tej pory nie zdażyło się tak, aby któryś z zespołów triumfował na cudzym parkiecie. Czy stanie się tak dzisiejszego popołudnia? - przekonamy się od 13.

Na początku chciałbym nadmienić, iż dla mnie głupotą jest ustalanie tak wczesnej godziny rozpoczęcia meczu PLK. W niedzielne popołudnia rodziny wybierają się do kościołów oraz na rodzinne obiady i na pewno w tym czasie nie myślą o koszykówce. Dodatkowo nie jest to termin, w którym zespoły na codzień trenują, dlatego też nie powinniśmy spodziewać się zbytnio wysokiego poziomu widowiska. Do tej pory spotkania odbywały się ok. godziny 19 i tak powinno być i tym razem.

W zespole gospodarzy odrodził się Łukasz Koszarek, którego gra ma decydujący wpływ na postawę jego drużyny. W dwóch zwycięskich meczach zagrał o niebo lepiej od tego co zaprezentował w przegranych pojedynkach w Sopocie, co dało wygrane jego ekipie. Poza nim wiele zależy od Paula Millera, który wykonuje katorżniczą pracę pod koszem, a czasami na obwodzie, przez co jest bardzo trudnym zawodnikiem do pokrycia. Mnie osobiście urzeka styl Tommiego Adamsa, który angażuje się tak samo do obrony, co do ataku. Bardzo często kończy akcje, które z góry mogłyby wydawać się za przegrane.

W Sopocie najistotniejszą role odgrywają Qyntel Woods oraz David Logan. W ostatnim pojedynku, ten drugi udowodnił, że może dać zwycięstwo Prokomowi nawet wtedy gdy tego pierwszego nie ma w składzie. Śmiało można wyciągnąć wniosek, iż Asseco wygrywa wtedy, kiedy Logan dobrze gra. Niestety Amerykaninowi nie idzie tak wspaniale na wyjazdach - stąd 2 porażki. Prokom, w porównaniu do Włocławian, posiada niezwykle mocnych podkoszowych, którzy mogą wiele zdziałać, jednakże czasami nie dostają zbyt wiele czasu na parkiecie (dokładnie chodzi o Ronniego Burrela). 

Widowisko zapowiada się niezwykle ciekawie, gdyż po raz kolejny bardzo ciężko wskazać faworyta. Osobiście uważam, iż - tak jak we wcześniejszych pojedynkach - zwycięży przewaga własnego parkietu i zmuszeni będziemy wyłonić finalistę w ostatnim, siódmym pojedynku w Sopocie. Mam nadzieję, że o godzinie 13, pojawicie się na meczu lub siądziecie przed telewizorami, aby podziwiać poczynania polskich zespołów. Do miłego oglądania!

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp