Lebron i spółka w drugiej rundzie
Równie duże zainteresowanie jak mecz, wśród dziennikarzy wywołała rozgrzewka przedmeczowa LeBron'a James'a. James rzucał za trzy, energicznie wchodził pod kosz i ćwiczył różnego rodzaju ofensywne zwody. Rozgrzewka pokazywała, że LeBron planuje zakończyć serię z Pistons już tego wieczoru.
I rzeczywiście "The King" rzucił 36 punktów, zebrał 13 piłek, miał osiem asyst i poprowadził Cavs do czwartego zwycięstwa dającego jego drużynie, jako pierwszej w całej NBA, awans do drugiej rundy playoff.
Dzięki szybkiemu pokonaniu Pistons, Cavaliers będą prawdopodobnie mieli ponad tydzień odpoczynku przed kolejną rundą czekając na zwycięzcę pary Hawks-Heat. Stan rywalizacji w tamtej serii to 2:1 dla Heat.
Pamiętając o wspaniałej postawie James'a nie można zapomnieć o jego kolegach, którzy także wspaniale prezentują się podczas tegorocznego playoff. W tym meczu Mo Williams zdobył 24 punkty (rekord kariery w playoff) a Delonte West dołożył 12 oczek.
Po meczu trener Cavs Mike Brown tak komentował grę swoich zawodników: "Mo grał fantastycznie i oczywiście Lebron grał jak Lebron. Znowu otarł się o triple-double." Warto przypomnieć, że zaledwie dwa wieczory wcześniej James popisał się 25 punktami, 11 zbiórkamii 9 asystami.
Oczywiście najważniejszą wiadomością dla fanów Detroit niestety jest fakt porażki ich idoli i odpadnięcie z playoff, jednak należy pochwalić postawę niektórych zawodników w ich ostatnim meczu sezonu. Antonio McDyees zdobył 26 punktów (wyrównał w ten sposób rekord playoff swojej kariery), Will Bynum rzucił 22 punkty (to również rekord playoff w zdobyczy punktowej tego zawodnika), a Rodney Stuckey dołożył 14 punktów.
Analizując serię trzeba powiedzieć otwarcie, że przyczyna porażki Pistons w zasadzie była jedna i nazwywała się LeBron James. Ten zawodnik zdominował graczy Pistons, któzy w żaden sposób nie byli w stanie go powstrzymywać. Szczerze mówiąc nie nie widzę dziś w NBA drużyny, która będzie w stanie powstrzymywać skutecznie LeBrona w tych playoff.