Celtics nie pozostawiają złudzeń
Prawdziwy blow-out zafundowali kibicom w United Center koszykarze Boston Celtics. Podopieczni Doca Rivers wprost zmiażdżyli miejscowe Chicago Bulls aż 107:86. Po raz kolejny niesamowite zawody rozegrał rozgrywający Celtów, Rajon Rondo.
Już pierwsza połowa ustaliła dalszy przebieg rywalizacji całego meczu. Gospodarze niemiłosiernie pudłowali (w całym meczu zaledwie 37,5% z gry) oraz często gubili piłkę w ataku. W dużym stopniu było to spowodowane agresywną defensywą zarządzoną przez Doca Riversa.
Kolejnym elementem taktyki było również wywieranie ogromnej presji na playmakerze Byków, Derricku Rose. Przypomnijmy, że najlepszym pierwszoroczniak bieżących rozgrywek zdobył w pierwszym 36 punktów na znakomitej skuteczności. W trzecim meczu serii trafił zaledwie cztery na czternaście rzutów i całe spotkanie zakończył z dorobkiem 9 punktów i 2 asyst.
Skutkiem takiej gry broniących tytułu Celtics były aż 22 punkty na przerwę w meczu. W pewnym momencie czwartej kwarty różnica urosła aż do 29 oczek i od tego momentu goście wyraźnie spuścili z tonu. Zaczęło się spokojnie kontrolowanie przewagi, która ani przez moment nie schodziła poniżej dwudziestu punktów. Ostatecznie Boston Celtics "zmietli" z parkietu United Center Chicago Bulls pokonując ich aż 107:86.
Oprócz wspomnianego wcześniej Rajona Rondo, który na swoim koncie zapisał 20 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst i 5 przechwytów w drużynie Bostonu wyróżnił się niezwykle pozytywnie Glen Davis. Zastępujący w pierwszej piątce Kevina Garnetta skrzydłowy zdobył w meczu 14 punktów, 9 zbiórek, 6 asyst, 6 przechwytów oraz 3 bloki.
Kolejne spotkanie serii odbędzie się już za trzy dni, ponownie w Chicago.
PS. Podczas spotkania Derrick Rose został oficjalnie zaprezentowany kibicom w United Center wraz ze statuetką Rookie of the Year imienia Eddiego Gottlieba. Rozgrywający Bulls odbierał nagrodę przy owacji ponad 23. tysięcy widzów wraz ze swoimi najbliższymi.