Niesamowite emocje w Zgorzelcu, klasyk PLK przed nami.
Pierwsze spotkanie rywalizacji Turów-Czarni za nami. Niezgodnie z moimi oczekiwaniami wygrali przyjezdni, którzy pod koniec regulaminowego czasu gry włączyli drugi bieg i - chociaż wcześniej wydawało się to niemożliwe - doprowadzili do dogrywki.Kiedy w trzeciej kwarcie podopieczni Pawła Turkiewicza wygrywali już różnicą 21 oczek zastanawiałem się tylko jak srogie lanie spotka gości ze Słupska. Takich myśli nie było w zespole Czarnych, dzięki czemu podopieczni Gaspara Okorna zdołali doprowadzić do dogrywki i ostatecznie pokonać faworyzowanych rywali
Obserwując statystyki pierwszego półfinału obecnego sezonu PLK można z przykrością powiedzieć, iż był to pojedynek obcokrajowców. Polskim dobrze grającym rodzynkiem okazał się być Krzysztof Roszyk, który zdobył 19 punktów oraz 3 zbiórki. Robert Witka, który w pierwszej połowie zaliczył 8 punktów, w kolejnych 20 minutach w ogóle nie pojawił się na parkiecie - warto zapytać o to Pawła Turkiewicza. Natomiast w ekipie Czarnych było jeszcze gorzej - Paweł Leończyk oraz Marcin Sroka zdobyli w sumie 17 punktów.
Mimo ubogiej liczby polskich akcentów w meczu, pojedynek mógł się podobać. Następowały niesamowite zwroty akcji i zakończenie do samego końca było trudne do przewidzenia. Z przyjemnością patrzyłem na skuteczne akcje Baileya w Turowie i Benneta w Czarnych oraz skrzydłowych obydwu ekip, którzy "utrzymywali swoich kolegów przy życiu". Wczorajsze widowisko potwierdza tylko to, iż nie zabraknie nam emocji oraz do samego końca trudno będzie wskazać faworyta rywalizacji.
Tyle o spotkaniu Turowa z Czarnymi - przed nami pierwsze spotkanie drugiej pary półfinałowej. Z niecierpliwością oczekuję niesamowitego widowiska w Sopocie, w którym Prokom dzisiejszego wieczoru podejmie niezwykle mocny Anwil. Po tym jak sopocianie nie zdążyli wypocząć po ćwierćfinałach, które zakończyli dopiero w piątek, Anwil staje przed pierwszą od kilku lat szansą wyeleminowania Prokomu z walki o mistrzostwo Polski.
Znalazłem trzy według mnie najistotniejsze argumenty przemawiające za Anwilem - posiadają (lepszego) trenera, mają solidniejszego rozgrywającego i dłużej odpoczywali przed półfinałem (wygrali z Polpharmą 3:1). Dodałbym jeszcze, że Rottweilerzy są lepiej poukładanym zespołem.
Za Asseco przemawia tylko jeden czynnik, który może okazać się decydujący - posiadają w swoim składzie nazwiska, o których marzyłby każdy trener PLK. Tylko pozycja rozgrywającego wydaje się lepiej obsadzona we Włocławku – Łukasz Koszarek uważany jest za najlepszego rozgrywającego ligi. Poza nim ciężko porównać nazwiska Millera, Pluty czy Brkica do takich gwiazd, jak Qyntel Woods, Patrick Burke czy David Logan.
Ile czasu bym nie spędził analizując statystyki, dywagując nad tym, który trener ma większe pojęcie o prowadzeniu zespołu, wszystko zweryfikuje parkiet. Odpowiedź na pytanie jaka jest forma poszczególnych zawodników oraz na co stać obydwa zespoły poznamy dzisiaj od 18. Miejmy nadzieję, iż koszykarze dadzą z siebie wszystko i zobaczymy emocjonujący basket na najwyższym, europejskim poziomie.