W pogoni za MVP - 7
Sezon regularny można uznać już za zakończony, przynajmniej jeśli chodzi o wyścig po nagrodę MVP. Przed rokiem o tej samej porze jasne było, że całą stawkę zdominowało dwóch graczy – byli to Chris Paul i Kobe Bryant. Jedynie na początku sezonu kroku dorównywał im Dwight Howard, jednak z czasem zupełnie spuścił z tonu. Tegoroczny zaś bój do samego końca obfitował w wyrównana walkę, charakteryzował się co trochę eksplozją talentów poszczególnych zainteresowanych, ponadto samych kandydatów do zgarnięcia nagrody im. Maurice Podolfa było więcej niż trzech.
Do wymienionych wyżej dołączył fenomenalny w tym sezonie Dwayne Wade, który pokazał że gorszy okres ma już za sobą i po kontuzjach nawet wspomnienia nie ma.Był nawet taki moment na początku tego roku, gdzie w każdym spotkaniu pokazywał nieprawdopodobne rzeczy, że wydawało się iż nie znajdzie się nań mocny.Statystyki indywidualne „Flash” ma imponujące, jednak wyniki drużyny na koniec sezonu zdecydowanie mniej zachwycają. I w tym dokładnie miejscu szanse na MVP Wade’a zdają się by pogrzebane.
W Biblii napisane jest wyraźnie, że „Ostatni będą pierwszymi”...
Wobec powyższego celowo nie zaczynałem artykułu od „Bronisława” Jamesa, tylko jego wymieniłem na ostatku, bo najlepsze ponoć zostawia się na koniec. Rozpływać się nad jego tegorocznymi osiągnięciami nie ma sensu, bo to strata czasu jest wobec wyników, jakie go reprezentują. Statystyki indywidualne rewelacyjne, bilans zespołu najlepszy w lidze, czy trzeba czegoś więcej by przekonać do siebie największych przeciwników „The Kinga”?W tym właściwie miejscu powinny zostać ucięte wszelkie spekulacje na temat nagrody MVP aż do rozpoczęcia kolejnego sezonu w listopadzie.I nie zmieni tego nawet fakt, jeśli „Kawalerzystom” powinie się noga w play off i nie dotrą np. do finału ligi, bo nagroda MVP jest przyznawana za osiągnięcia tylko i wyłącznie w regular season.
1. LeBron James - za całokształt
2. Dwayne Wade - za fenomenalny powrót w wielkim stylu
3. Kobe Bryant - za to, że wie już chyba co znaczy gra zespołowa
4. Chris Paul - nie ma drugiego takiego rozgrywającego jak on
5. Dwight Howard - za to, że jest "Bestią", chociaż wiadomo, że potrafi byc jszcze większą
6. Chauncey Billups - za to, że jest wielkim liderem wszędzie tam gdzie gra i za stworzenie czegoś z niczego
7. Brandon Roy - za to, że jest niczym profesor w tak młodej, kapitalnie grającej ekipie
8. Tim Duncan - za to, że dzięki niemu nie zapominamy o Spurs, a przypomnimy sobie na pewno w play off
9. Yao Ming - za to, że liderował "Rakietom" skazywanym na przeciętnośc wobec braku T-Maca
10. Paul Pierce - nie mogło brakować w tym zestawieniu przedstawiciela obecnych mistrzów.