Tłoki potrzebowały dogrywki

Dodano: 14 marca 2009 09:37
Tłoki potrzebowały dogrywki
Dawid Rudolf, Informacja własna
Obraz własny

Kibice NBA powoli przestają pamiętać, kiedy to po raz ostatni Allen Iverson wystąpił w barwach drużyny z Mo-Town. Jego partnerzy, nie zrażeni jego nieobecnością odnieśli jednak kolejne zwycięśtwo. Tym razem pokonali jeden z najgorzej broniących zespołów w lidze - Toronto Raptors. Wygrana podopiecznym Michaela Curry'ego nie przyszła jednak łatwo, gdyż goście potrzebowali na to dodatkowego czasu gry.

Pierwsza kwarta spotkania należała nieznacznie do Detroit. Główna zasługa w tym dobrej gry duetu Maxiell-Hamilton. Pierwszy był najskuteczniejszym zawodnikiem gości w tej części gry, a drugi po pierwszych 12. minutach miał na swoim koncie aż osiem asyst. O dziwo, Raptorsi stawiali jednak skuteczny opór i pierwszą kwartę przegrali różnicą zaledwie trzech oczek

Sytuacja diametralnie zmieniła się w drugiej kwarcie meczu. Pistons zupełnie nie przypominali tych z początku spotkania. Działo siętak głównie za sprawą bardzo dużej ilości strat. MImo, że Toronto Raptors nie plasują się nawet środkowych rejonach konferencji wschodniej, to jednak gospodarze taką sytuację musieli wykorzystać i na przerwę schodzili przy prowadzeniu 45:40.

NIezwykle podobny przebieg miała druga połowa spotkania. W trzeciej kwarcie to Tłoki były stroną rzeważającą. Detroit grało o wiele bardziej zespołowo, dzięki czemu uzyskiwali z biegiem czasu coraz to większą przewagę. Trzeciąodsłonęmeczu wygrali aż 28:12 i wydawaćby sięmogło, że wszystko jest już "pozamiatane". Nic bardziej mylnego. Raptors w czwartej kwarcie zaprezentowali kibicom w Air Canada Center prawdziwąpogoń, zakończoną doprowadzeniem do dogrywki. Walnie przyczynił siędo tego Jose Calderon, który na dziewięć sekund przed zakończeniem regulaminowego czasu gry trafił lay-upa.

Do rozstrzygnięcia losów spotkania, decydujące okazały się początkowe akcje dogrywki. Zawodnicy MIchaela Curry'ego po rzucie Tayshauna Prince'a odskoczyli na dziewięć oczek (97:88) i takiej przewagi już nie roztrwonili. Stanu rzeczy nie zmienił również fakt, iż gospodarze rzucili od tego momentu siedem punktu z rzędu. Na większe odrobienie strat nie starczyło już jednak czasu i wicelider Central Division pokonał na wyjeździe Toronto 99:95.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp