W pogoni za MVP (1)

Dodano: 5 listopada 2008 15:47
W pogoni za MVP (1)
Hubert Krzywda, Ranking własny
WikiMedia

Całkiem niedawno udałem się do jasnowidza. W drodze do niego zastanawiałem się nad tym, czy zna on może wszystkie odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Myślę więc tak oto sobie, sprawdzę jego magię i zweryfikuję za niedługi czas. Odpowiedź dopiero poznam na wiosnę, ale sądzę, że warto na to poczekać.

Otóż czcigodnego „Maga” zapytałem jak widzi nagrodę MVP dla najwartościowszego gracza ligi NBA za sezon 2008/09. Najpierw popatrzył na mnie z pewną niekłamaną zadumą, by następnie rozkręcić się niczym Barack Obama na jednym ze swoich wieców wyborczych i sypać jak z rękawa lawiną nazwisk. Oto co powiedział jasnowidz, a właściwie jego karty:

Po pierwsze – KOBE BRYANT           Ten zawsze chce być pierwszy, a jak wielokrotnie pokazywał już czas w tym przypadku mało komu udawało się zdobywać MVP rok po roku. Kobe zapewne chce być i pod tym względem wyjątkowy, więc korony nie odda zbyt łatwo.

            Po drugie - CHRIS PAUL           Jeśli w tym notowaniu było się już drugim, to jedyne czego można pragnąć bardziej, to miejsce wyżej.           Po trzecie - PAUL PIERCE           Po zdobyciu mistrzowskiego pierścienia MVP finałów ogłosił wszem i wobec, że jest najlepszym koszykarzem na naszej planecie – czekamy więc, aż to potwierdzi.           Po czwarte - MICHAEL BEASLEY           Lubimy ludzi odważnych i zdecydowanych, cel jaki postawił przed sobą ten oto młokos jest jasny – chce w pierwszym swoim sezonie zdobyć trofeum MVP, wątpliwe że mu się to uda, ale jeśli dobrze przemyślał swoje słowa, to dajmy mu najpierw szansę, a na ocenę też przyjdzie czas.           Po piąte - LEBRON JAMES           „The King” musi w końcu sprawić, aby nazywano go tak nie bez powodu.           Po szóste - TIM DUNCAN           Im starszy, tym lepszy. Pamiętając o fakcie, iż przyszły rok jest rokiem „Spurs” warto mieć jego postać na uwadze.           Po siódme - DWIGHT HOWARD           Wreszcie ktoś bliski jasnowidzowi („Magic”)- aby poprzeć swoje nieprzeciętne warunki fizyczne i sprawić by władza absolutna należała tylko i wyłącznie do niego musi sprawić, by rywale bali się go tak jak Shaqa przez całą jego właściwie karierę. Recepta na to jest banalnie prosta – ograniczyć uśmiech na twarzy, zrobić groźną minę i przy okazji poturbować kilku rywali...           Po ósme - YAO MING           Jeśli największy wróg tego giganta, czyli kontuzje ominą w tym roku szerokim łukiem Texas, to jest spora szansa na to, iż Chińczycy będą w ekstazie.           Po dziewiąte - Allen Iverson           Detroit Pistons, a właściwie ich gracze byli pomijani choćby przy nominacjach do tego trofeum, choć trudno wskazać drugą tak równo grającą ekipę od co najmniej 5 lat w lidze. Teraz krytycy nie mają wyboru, argument iż „Bad Boys” nie mają w swym składzie prawdziwej gwiazdy został właśnie przez Iversona obalony.           Po dziesiąte – DWAYNE WADE           Flash jeśli zagra w tym sezonie tak jak momentami na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie to jest w stanie włączyć się do rywalizacji w zdecydowany sposób.           O wszystkim przekonamy się za kilka miesięcy, do tego czasu dajmy wszystkim graczom, niekoniecznie wymienionym w tym zestawieniu (bo i jasnowidz się czasami myli) szansę na zaprezentowanie sowich umiejętności.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp