Wywiad Robert Kościuk

Dodano: 20 października 2008 19:22
Wywiad Robert Kościuk
Hubert Krzywda, Informacja własna
Obraz własny

Hubert Krzywda: Jak Pan ocenia jako były zawodnik Śląska Wrocław, to co stało się z tym wielce zasłużonym klubem? Czy do takiej sytuacji musiało dojść?Robert Kościuk: Informacja o wycofaniu zespołu z tegorocznych rozgrywek była dla mnie szokiem, podobnie pewnie jak dla wszystkich fanów koszykówki we Wrocławiu. Nie ukrywam, że trudno mi, jako byłemu zawodnikowi tego klubu, pogodzić się z tym faktem, nawet gdy mam świadomość, że dzisiejszym sportem rządzą twarde reguły biznesu. Wrocław od lat był miastem koszykówki, i to właśnie drużyna Śląska wypromowała miasto na stolicę polskiej koszykówki. Szkoda, że po tylu latach wspaniałych sukcesów zespołu, doszło do podobnej sytuacji. Nie znam jednak wszystkich szczegółów, więc trudno mi obiektywnie oceniać decyzję władz klubu. Jako zawodnik szwedzkiego zespołu ATOMICS Oskarshamn mogłem przekonać się na własnej skórze jak gorzko smakuje wycofanie zespołu z rozgrywek ekstraklasy w czasie trwania sezonu ligowego. To były trudne, naprawdę ciężkie chwile zarówno dla zawodników i trenerów, jak i dla całego miasta. Niestety, do dnia dzisiejszego nie udało się tam odbudować drużyny koszykówki na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że taki scenariusz nie sprawdzi się we Wrocławiu 

H.Krzywda: Będąc przy temacie klubu z Wrocławia- jakie najmilsze chwile Pan wspomina z perspektywy własnych występów w tym klubie?

R.Kościuk: Każdy sezon spędzony w Śląsku wspominam bardzo ciepło, choć oczywiście każdy z nich był inny. Największym sentymentem darzę jednak lata 1992-1994 . Był to czas „fali wznoszącej” klubu, siłą zespołu była świetna atmosfera. Byliśmy drużyną na parkiecie i poza nim. Osobiście, szczególnie jest mi bliska z tego okresu przyjaźń z Keithem Williamsem, wspólne treningi, wsparcie w prowadzeniu gry. Cieszę się ,że mimo upływu czasu i odległości, nadal mamy ze sobą kontakt i to jest dla mnie bardzo cenne. Czasem wspominamy stare, dobre czasy…

H.Krzywda: Co cieszyło bardziej- zdobyte mistrzostwa Polski, czy możliwość rywalizacji z najlepszymi na starym kontynencie poprzez grę w Eurolidze?

R.Kościuk: Trudno porównywać, bo każde rozgrywki miały swój smaczek i swoje emocje. Ale tak naprawdę radość z Mistrzostwa Polski i po wygranym meczu w Eurolidze była chyba podobna. Z tą jednak różnicą, że medal był zwieńczeniem całorocznych zmagań, dochodziło się do niego długą drogą, z kolei każda pojedyncza gra przeciwko najlepszym drużynom w Europie wyzwalała w nas dodatkową motywację do walki, do pokonania rywala teoretycznie lepszego od nas. To chyba standardowy objaw we wszystkich dyscyplinach zespołowych. Każda drużyna wytycza sobie cele możliwe do osiągnięcia w danym sezonie. Podobnie było w Śląsku – chcieliśmy być najlepsi w Polsce i jednocześnie powalczyć w Eurolidze

H.Krzywda: Reprezentacja Polski- jako były wielokrotny reprezentant naszego kraju czy uważa Pan, że stać Polskę na sukces w przyszłorocznych ME, które odbędą się na naszym podwórku?

R.Kościuk: Zawsze twierdzę, że sukces jest możliwy. Tylko na niego składa się szereg mniejszych czynników, które muszą ze sobą współgrać. Mamy zdolnych, utalentowanych graczy w kraju i za granicą, mamy doświadczonego trenera. Bardzo ważna będzie teraz praca drużyny na wspólny sukces, wzajemne zaufanie, atmosfera w zespole i wreszcie wizja drogi , która ma do tego sukcesu doprowadzić oraz jednomyślne przekonanie, że to się uda. Nie ukrywam ,że jak wielu kibiców, chciałbym w roku 2009 przeżywać we Wrocławiu wielkie koszykarskie emocje i zwycięstwa naszej reprezentacji

H.Krzywda: Kto powinien pociągnąć grę naszej kadry narodowej- w kim widzi Pan lidera zespołu?

R.Kościuk: Zdecydowanie w roli lidera reprezentacji widzę Michała Ignerskiego - to niezwykle zdolny i wszechstronny zawodnik

H.Krzywda: Zainspirowany szkołami w Szwecji jest Pan inicjatorem powstania szkół na Dolnym Śląsku "GIMBASKET". Jakby Pan ocenił projekt po upływie kilku lat- czy tego typu szkoły dają dużą szansę na to, by stały się one wylęgarnią sportowych talentów, czy może bardziej dają one szansę młodym ludziom na kształcenie się w sposób inny od powszechnego?

R.Kościuk: Talent to delikatna materia, którą łatwo można zniszczyć. Warto o tym pamiętać - szczególnie w pracy z młodzieżą. Rzeczywiście geneza projektu powstania szkół sportowych nieco innego typu zakiełkowała w Szwecji. Byłem pod wielkim wrażeniem szkół koszykarskich, które zobaczyłem w kraju, w którym koszykówka jest daleko w tyle za futbolem, hokejem czy lekkoatletyką. Podobała mi się idea tych szkół i postanowiłem przenieść ją w nieco zmodyfikowanej wersji na rodzimy grunt. Dziś GIMBASKET kształci młodzież w różnych dyscyplinach, nie tylko w koszykówce, to już prawdziwa szkoła sportowa na poziomie gimnazjum i liceum. Jej ideą jest połączenie nauki ze sportem, szkoła wychodzi naprzeciw potrzebom ucznia, który chce rozwijać swoje zainteresowania sportowe. Nie o to chodzi by ze szkoły wyszli sami mistrzowie. Program szkoły rozwija w uczniach właściwe podejście do sportu, nauki, kształtuje osobowość i charakter.Często sam talent to za mało by być najlepszym. Równie ważny jest charakter, ambicja i oczywiście praca. Czasem najbardziej utalentowani rezygnują, bo przeraża ich ogrom pracy, którą trzeba jeszcze wykonać by doskonalić swoje umiejętności. Dlatego w gimnazjum i liceum mamy uczniów o różnych warunkach fizycznych i różnych umiejętnościach sportowych. Każdy ma szansę, jeśli naprawdę wie czego chce. Tu liczy się prawdziwa chęć uprawiania sportu, obserwujemy młodzież w różnych sytuacjach szkolnych, na treningach, obozach sportowych. Czasem okazuje się, że uczeń -koszykarz ma świetne predyspozycje by być lekkoatletą. Wtedy jest czas by się nad tym zastanowić i rozwijać go w drugiej dyscyplinie, jeśli oczywiście on tego chce. Dlatego jestem przeciwny wczesnej selekcji wśród młodzieży, tak powszechnej w wielu klubach sportowych. Tam wybiera się największych, najsilniejszych i tych, którzy w danym momencie mają największe umiejętności sportowe. A życie lubi płatać figle i ci , na których wcześniej nie zwrócono uwagi, często dojrzewają później, nabierają umiejętności, pewności siebie i potem robią niejedną niespodziankę. Mam na to mnóstwo przykładów...

H.Krzywda: Co skłoniło Pana do założenia szkół - miłość do basketu i sportu w ogóle, a może decydowały o tym jakieś inne czynniki?

R.Kościuk: Tak naprawdę zainspirowały mnie własne doświadczenia sportowca-ucznia , który borykał się z problemem jak pogodzić naukę ze sportem bez uszczerbku dla żadnej ze stron. Sport to wspaniała pasja, która wymaga jednak czasu, systematyczności i wytężonej, fizycznej pracy. Chciałem stworzyć optymalne warunki by uczniowie, którzy rozwijają tą pasję mieli możliwość pogodzenia obowiązków szkolnych ze sportem.

H.Krzywda: Czego można życzyć Pańskiej osobie w życiu zawodowym i osobistym?

R.Kościuk: Myślę ,że zdrowia i wytrwałości, reszta sama się ułoży...

H.Krzywda: Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu i życzę wszystkiego najlepszego.

R.Kościuk: Dziękuję również

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp